Rozdział 3
Następny dzień (w
sumie to była 3, więc ten dzień) zapowiadał się pracowity. Musiałam wymyślić
jakiś układ dla chłopaków. Miałam coś w zanadrzu z dawnych lat, ale nie
wiedziałam czy się nada. Do pracy musiałam iść piechotą. W połowie drogi
zatrzymał się jakiś samochód. To był Liam: ,,Wsiadaj. Podwiozę cię’’- krzyknął.
Weszliśmy razem do środka i przywitała nas Julie. Zawołała mnie. Nie wiedziałam
o co jej chodzi.
- I jak??
- Emm, w miarę dobrze.
-To znaczy?
- To znaczy, że chłopcy są bardzo, bardzo mili.
-Heh.. Idź, tańcz, żyj haha.
-Okey. – odpowiedziałam odchodząc.
Na razie byłam tylko ja i Liam. Zapytałam gdzie mogę się
przebrać. Wskazał mi szatnię i sam zaczął się przebierać w dresy. Gdy wyszłam z
szatni chłopcy zaczęli się schodzić.
- 5 minut spóźnienia! Chłopaki ruszać się! Mamy mało czasu i
dużo pracy!
- WOW – powiedzieli zgodnie.
Nie wiem czy chodziło o moją reakcję czy o strój,
ale nie dopytywałam..
Weszłam na salę. Poczułam się fantastycznie. Gdzieś, w głębi
duszy zawsze o tym marzyłam. Weszli chłopcy, jeden po drugim i pocałowali mnie
w policzek.
- O co chodzi? Jeśli myślicie, że ulegnę waszemu urokowi i
będę łagodniejsza to się mylicie.
- Nie, po prostu
cieszymy się, że zgodziłaś się z nami pracować.
Uśmiechnęłam się.
- Okey, chłopaki. Zaczynamy. Róbcie to co ja.
Zrobiliśmy rozgrzewkę i pokazałam im jak mają poruszać się
na scenie. Nawet dobrze im szło. Przy ciężkiej pracy mieliśmy dużo zabawy. Chłopcy wygłupiali się, nosili mnie na barana
i… najprościej – odwalało im. Po wszystkim chłopcy byli zmęczeni. Usiedliśmy na
podłodze. Pijąc wodę powiedziałam:
-Dobra robota chłopaki! Na dzisiaj to już wszystko. Jutro
kolejne 3 godziny.
Rozeszli się do szatni. Został tylko Niall.
-Ładnie w tym wyglądasz. – powiedział.
- Emm… Dziękuję. Ale to zwyczajny dres.
-Na tobie nawet to wygląda dobrze. – powiedział i szybko
wszedł do szatni.
Ja nic nie odpowiedziałam.
Kiedy weszłam do szatni Louis zaproponował podwózkę. Powiedziałam, że
przejdę się i nie trzeba, ale on się uparł, chyba chciał porozmawiać, więc nie
sprzeczałam się. Wyszliśmy z budynku, a on rzucił:
-Możemy pogadać?
-No jasne, a o czym?
Wsiedliśmy do samochodu.
-Chciałem się poradzić w sprawach damsko-męskich. –
powiedział Louis.
-Oczywiście pomogę, ale dlaczego pytasz akurat mnie? Prawie
się nie znamy.
-Sam nie wiem, po prostu wydaje mi się, że z tobą mogę
pogadać o wszystkim.
-Spoko. To mów o co chodzi.
-Chodzi o Eleanor. Niedługo nasza rocznica.. To już 2 lata..
Po tych dwóch latach.. Nie wiem czy ją wciąż kocham.. Wszystko mi się miesza..
Pomóż mi..
-Hmm. Powiedz mi co ci się w niej podoba?
-Mógłbym dużo opowiadać.. Jest piękna, urocza, inteligentna,
przyjacielska, pomocna, mamy ze sobą świetny kontakt, lubimy spędzać ze sobą
czas, kocha mnie..
-Dajcie sobie czas. Nie wiem, na przykład kilka dni osobno.
Jeśli ją kochasz to nie będziesz chciał tracić czasu wolnego bez niej i
zatęsknisz. Wtedy okaże się czy ją naprawdę kochasz.
- Masz rację. Zrobię tak. Dziękuję ci.
- Nie ma za co. – uśmiechnęłam się.
Kiedy byliśmy na miejscu, Lou jeszcze raz podziękował, a ja
czułam, że nie chce iść do domu.
******************************************************************************
Zabiegany ten dzień. :p Dzisiaj urodzinki Harry'ego! Mam nadzieję, że życzenia złożone. :)
Następne rozdziały będą dłuższe. Proszę komentujcie. To tylko chwila, a dla mnie to motywacja i świadomość, że ktoś to czyta. <3
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz