sobota, 1 lutego 2014



Rozdział 3
 Następny dzień (w sumie to była 3, więc ten dzień) zapowiadał się pracowity. Musiałam wymyślić jakiś układ dla chłopaków. Miałam coś w zanadrzu z dawnych lat, ale nie wiedziałam czy się nada. Do pracy musiałam iść piechotą. W połowie drogi zatrzymał się jakiś samochód. To był Liam: ,,Wsiadaj. Podwiozę cię’’- krzyknął. Weszliśmy razem do środka i przywitała nas Julie. Zawołała mnie. Nie wiedziałam o co jej chodzi.
- I jak??
- Emm, w miarę dobrze.
-To znaczy?
- To znaczy, że chłopcy są bardzo, bardzo mili.
-Heh.. Idź, tańcz, żyj haha.
-Okey. – odpowiedziałam odchodząc.
Na razie byłam tylko ja i Liam. Zapytałam gdzie mogę się przebrać. Wskazał mi szatnię i sam zaczął się przebierać w dresy. Gdy wyszłam z szatni chłopcy zaczęli się schodzić.
- 5 minut spóźnienia! Chłopaki ruszać się! Mamy mało czasu i dużo pracy!
- WOW – powiedzieli zgodnie.
Nie wiem czy chodziło o moją reakcję czy o strój, ale nie dopytywałam..

 

 Weszłam na salę. Poczułam się fantastycznie. Gdzieś, w głębi duszy zawsze o tym marzyłam. Weszli chłopcy, jeden po drugim i pocałowali mnie w policzek.
- O co chodzi? Jeśli myślicie, że ulegnę waszemu urokowi i będę łagodniejsza to się mylicie.
-  Nie, po prostu cieszymy się, że zgodziłaś się z nami pracować.
Uśmiechnęłam się.
- Okey, chłopaki. Zaczynamy. Róbcie to co ja.
Zrobiliśmy rozgrzewkę i pokazałam im jak mają poruszać się na scenie. Nawet dobrze im szło. Przy ciężkiej pracy mieliśmy dużo zabawy.  Chłopcy wygłupiali się, nosili mnie na barana i… najprościej – odwalało im. Po wszystkim chłopcy byli zmęczeni. Usiedliśmy na podłodze. Pijąc wodę powiedziałam:
-Dobra robota chłopaki! Na dzisiaj to już wszystko. Jutro kolejne 3 godziny.
Rozeszli się do szatni. Został tylko Niall.
-Ładnie w tym wyglądasz. – powiedział.
 - Emm… Dziękuję.  Ale to zwyczajny dres.
-Na tobie nawet to wygląda dobrze. – powiedział i szybko wszedł do szatni.
Ja nic nie odpowiedziałam.  Kiedy weszłam do szatni Louis zaproponował podwózkę. Powiedziałam, że przejdę się i nie trzeba, ale on się uparł, chyba chciał porozmawiać, więc nie sprzeczałam się. Wyszliśmy z budynku, a on rzucił:
-Możemy pogadać?
-No jasne, a o czym?
Wsiedliśmy do samochodu.
-Chciałem się poradzić w sprawach damsko-męskich. – powiedział Louis.
-Oczywiście pomogę, ale dlaczego pytasz akurat mnie? Prawie się nie znamy.
-Sam nie wiem, po prostu wydaje mi się, że z tobą mogę pogadać o wszystkim.
-Spoko. To mów o co chodzi.
-Chodzi o Eleanor. Niedługo nasza rocznica.. To już 2 lata.. Po tych dwóch latach.. Nie wiem czy ją wciąż kocham.. Wszystko mi się miesza.. Pomóż mi..
-Hmm. Powiedz mi co ci się w niej podoba?
-Mógłbym dużo opowiadać.. Jest piękna, urocza, inteligentna, przyjacielska, pomocna, mamy ze sobą świetny kontakt, lubimy spędzać ze sobą czas, kocha mnie..
-Dajcie sobie czas. Nie wiem, na przykład kilka dni osobno. Jeśli ją kochasz to nie będziesz chciał tracić czasu wolnego bez niej i zatęsknisz. Wtedy okaże się czy ją naprawdę kochasz.
- Masz rację. Zrobię tak. Dziękuję ci.
- Nie ma za co. – uśmiechnęłam się.
Kiedy byliśmy na miejscu, Lou jeszcze raz podziękował, a ja czułam, że nie chce iść do domu.
******************************************************************************
Zabiegany ten dzień. :p Dzisiaj urodzinki Harry'ego! Mam nadzieję, że życzenia złożone. :) 
Następne rozdziały będą dłuższe. Proszę komentujcie. To tylko chwila, a dla mnie to motywacja i świadomość, że ktoś to czyta. <3 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz