sobota, 31 maja 2014

Rozdział 34
Wybiła 19, a my wsiedliśmy do samochodu, gdyż chłopak chciał mi coś pokazać. Jechaliśmy nieznaną mi drogą, co trochę mnie przeraziło, ale wiedziałam, że mogę mu ufać i, że nic złego mi nie zrobi. Nie pytałam gdzie jedziemy, bo na wstępie powiedział, że to niespodzianka. Po jakichś 15 minutach byliśmy na obrzeżach Londynu. Niall zaparkował przy jakimś ogromnym głazie. Chłopak bez słowa delikatnie chwycił moją dłoń i  zaczął mnie prowadzić. Po chwili moim oczom ukazało się magiczne miejsce. Kawałek dalej rozciągało się jezioro, wokół były łąki i lasy.
- O matko.. .. Pięknie tu. Dziękuję, że zabrałeś mnie w tak niesamowite miejsce. - powiedziałam przytulając się do niego.
Jestem bardzo szczęśliwa, że mam przy sobie takich przyjaciół. Siedliśmy pod drzewami na brzegu jeziora, w  dość bliskiej odległości od siebie podziwiając zachód słońca.
- Mógłbym tak już zawsze. – powiedział splatając nasze palce i patrząc mi głęboko  w oczy.
Jego głowa zmniejszyła odległość między moją. W tym momencie bardzo chciałam czuć smak jego ust, ale nie mogłam tego zrobić. Położyłam rękę na jego klatce piersiowej, lekko odsuwając go.
- Przepraszam, Niall…. Przyjaźń. – westchnęłam.
- Nie, to ja przepraszam. – mówiąc to spuścił głowę.
Czułam się okropnie  z faktem, że moje serce kocha obydwu, a może należeć tylko do jednego. Pomimo, że nic nie mogło się wydarzyć nie chciałam jeszcze rozstawać się z blondynem. Zrobiło się późno i chłodno, a ja nie miałam żadnej bluzy, ani kurtki. Tylko bluzkę. Niall dotknął mojego ramienia i czując, że jest chłodne zdjął swoją bluzę i dał mi ją.
- Nałóż. – powiedział troskliwie z uśmiechem.
- Nie wygłupiaj się. Nie będziesz marzł przez to, że ja głupia nie wzięłam nic dla siebie.
- Masz rację, nie będę marzł. Zakładaj. – powiedział trzymając szarą bluzę w ręku.
Wzięłam ją i nałożyłam całując go w policzek w podziękowaniu. Niall uśmiechnął się i przyciągnął do siebie, tak, że moje plecy oparte były o jego tors. 






















Oparłam o niego głowę i podziwiałam razem z nim zachód słońca. Tak dobrze było mi w jego ramionach. To takie dziwne, że mam kochającego chłopaka i zamiast z nim teraz być jestem tu z przyjacielem i jestem w jego ramionach i nie chcę tego przerywać. Dlaczego spotkałam ich obydwu? Dlaczego tak trudno jest mi wybrać? Dlaczego muszę krzywdzić i ich i siebie? Dlaczego jest aż tyle pytań? To cholernie trudne. Julie ma rację i będę musiała to przemyśleć i odizolować się od nich. Może to mi pomoże. Wtuliłam się w niego i przerwałam chwilową ciszę:
- Louis i Julie są dziś na randce.
- Serio? Już myślałem, że nigdzie razem nie wyjdą.
- Nom, ja też. Fajnie by było, gdyby zostali parą.
- Wtedy zostałbym jeszcze ja. Forever Alone. – zrobił ponurą minę.


- Ty? Ty znajdziesz świetną dziewczynę, która będzie cię kochać. Która urodzi ci gromadkę dzieci i która będzie nosić twoje nazwisko. – próbowałam się uśmiechnąć i pocieszyć go.
Próbowałam, bo mimo, że jestem z Harry’m smutno jest mi go sobie wyobrazić z inną dziewczyną u boku. Chłopak po tych słowach nie odezwał się. Jedyne co zrobił to ponownie spuścił wzrok. Po co ja się odzywałam. ..
*Z perspektywy Niall’a.
Kiedy wypowiedziała te słowa od razu wyobraziłem sobie ją przy moim boku. Tak bardzo chciałbym, aby w przyszłości to ona była tą dziewczyną. Moją..   .. Dlaczego serce wybrało dziewczynę najlepszego kumpla? Nie mam pojęcia. Jedyne co wiem na pewno to, to, że ją kocham. Chciałbym to teraz jej powiedzieć, przytulić ale nie jak przyjaciółkę, jak dziewczynę, móc pocałować. Kurde..
Nie chciałem mówić o swoich uczuciach. Harry ma cholerne szczęście, że ma ją przy sobie. Przycisnąłem ją mocniej do swojego ciała, ale tak, aby ją to nie bolało. Chcę się nią nacieszyć. Chcę czuć jej zapach, dotyk, to, że jest blisko.
- We were meant to be, but a twist of fate.
Made it so we had to walk away. – dokończyła po chwili tym swoim cudownym głosem.
- 'Cause we’re on fire, we are on fire, we’re on fire now. – śpiewałem dalej.
- Yeah, we're on fire, we are on fire, we're on fire now. –  zaśpiewała nieco ściszając głos.
- I don't care what people say when we're together,
You know I wanna be the one who hold you when you sleepI just want it to be you and I foreverI know you wanna leave so come on 
Baby be with me so happily.  –  te słowa płynęły z nas obojga, a ja chciałbym, żeby to co teraz śpiewa było prawdą.
***
-It’s 4 a.m. and I know that you’re with him

I wonder if he knows that I've touched your skin
And if he feels my traces in your hairI’m sorry love, but I don’t really care –  zaśpiewał głosem anioła.
 Uwielbiam słuchać, gdy śpiewa, bo robi to cudownie, ale.. ta piosenka.. te słowa.. sprawiają, że jestem jeszcze bardziej rozdarta. 
- Nialler, słuchaj może wybierzemy się gdzieś razem,tak wiesz, na kilka dni. Jak przyjaciele oczywiście. – zaproponowałam nagle, co mnie zdziwiło, nawet bardzo.
- Tylko ty i ja? A Harry?
- Bez Hazzy. Taki przyjacielski wypad.
- No okey. Fajnie. – uśmiechnął się.
Postanowiłam zrealizować to o czym powiedziała mi Julie. Z Harry’m jadę na wakacje, a z Niall’em pojedziemy gdzieś się wyluzować. Oby to mi w czymś pomogło. Czemu to tak cholernie trudne?!! Nienawidzę się za to.
*Z perspektywy Niall’a.
Siedzieliśmy rozmawiając o wszystkim. Fajnie, że mogę z nią pogadać o sprawach dla mnie ważnych i nie, o tym co mnie gnębi i co cieszy. Ona ze mną także. Spojrzałem na zegarek, który wskazywał 24:33. Niby młoda godzina, ale nie chciałem mieć przerąbanego u Hazzy.
- Może zacznijmy się zbierać. Nie chcę jeszcze, ale Harry pewnie się martwi. – powiedziałem.
- Masz rację, wracajmy.
***
Wróciliśmy do samochodu, a Niall odwiózł mnie do domu. Podprowadził mnie pod drzwi, a ja oddałam mu bluzę.
- Dziękuję ci. – powiedziałam przytulając się do niego.
- Proszę. – uśmiechnął się i odchodząc powiedział ,,Dobranoc’’.

Rozdział 35
Wchodząc do środka, zerknęłam na zegarek. Była 01:27. Światła w domu były pogaszone, a ja po cichu zamknęłam drzwi i powolnym krokiem udałam się do sypialni. Czym prędzej załatwiłam wieczorną toaletę i już w piżamie położyłam się obok śpiącego Harry’ego. Objęłam go ręką, a on poruszył się i tak jakby zepchnął moją rękę z siebie. Miałam wrażenie, że nie śpi i zrobił to specjalnie. Było mi przykro, bo przecież umówiłam się z Niall’em, tylko jako przyjacielem. To, że jestem z Hazzą nie znaczy, że nie mogę spotykać się ze znajomymi. Chwilę patrzyłam na niego i ze smutną miną jeszcze spróbowałam go ucałować w policzek, ale odsunął się, gdy poczuł na sobie mój oddech. Postanowiłam porozmawiać z nim rano. Odwróciłam się do niego plecami i usnęłam. Następnego dnia rano, szczerze nie chciało mi się ruszać z łóżka. Przetarłam oczy i skierowałam wzrok na chłopaka. Był odwrócony plecami do mnie i leżał drugim końcu łóżka. Usiadłam i ciężko westchnęłam. Brunet nie spał, ale nie odzywał się i nie patrzył na mnie. Był obrażony wiem to, jednak spróbowałam.
- Harry, porozmawiajmy.
Chłopak po porostu olał mnie i zaczął podnosić się z łóżka. Nie dałam za wygraną. Ja to z nim wyjaśnię. Złapałam go za ramiona i przyciągnęłam. Szybko usiadłam trochę powyżej jego krocza i przytrzymałam jego ręce po obu stronach jego głowy, aby uniemożliwić mu ruchy. Hazz ze spokojem powiedział:
- Puść mnie. Muszę się przygotować na spotkanie ze swoją przyjaciółką. – stanowczo podkreślił ostatnie słowo.
- Hazz! Przestań! To, że jestem z tobą to znaczy, że mam się z nikim nie spotykać?! – wykrzyczałam wkurzona.
Bez słowa uniósł mnie za biodra i powoli zsunął z siebie. Nawet na mnie nie spojrzał. Po prostu wstał i wyszedł z sypialni. Rzuciłam się ze złością w pościel. Schowałam twarz w poduszkę i wrzasnęłam. Dlaczego? Nie wiem. Może dlatego, że nawet ze mną nie porozmawiał, że tak zwyczajnie mnie tu zostawił? Ubrałam się w coś i zeszłam na dół. Postanowiłam spędzić ten dzień sama, bo ostatnio ciągle gdzieś wychodzę, a na jutro jeszcze mam te bilety od Dan na koncert. Wyjęłam z szafki świeżą bułkę, z lodówki mleko i siadłam po turecku na tarasie. Było słonecznie, więc zdecydowałam zjeść właśnie tam. Harry gdzieś wybył. Czuję się rozdarta. Wczoraj było mi tak dobrze z Niall’em , ale ta złość Harry’ego mnie torturuje. Wzięłam łyk białej cieczy, zjadłam całą bułkę i patrzyłam jak delikatny wietrzyk porusza wodę w basenie. Popatrzyłam na swój brzuch i uda, które ostatnio trochę zaniedbałam mimo, że mam dobry metabolizm. Powinnam się trochę poruszać. Wróciłam do domu i wyjęłam swoje rolki z szafy w korytarzu. Założyłam skarpetki w paski, aby mnie nie obtarło. Zapięłam rolki i spięłam włosy w wysokiego kucyka. Spakowałam portfel, telefon, butelkę wody i klucze do małego plecaka, zarzuciłam go na plecy i nałożyłam okulary przeciwsłoneczne. Zdecydowałam, że udam się do skate parku nie daleko centrum. Dotarcie tam nie zajęło mi dłużej niż 15 minut, bo mam dość blisko. Na miejscu nie było tłoczno, jakaś grupka małolatów na deskorolkach. Położyłam plecak pod drzewem w cieniu i zjechałam z pierwszej rampy. Jeśli chodzi o sport zawsze byłam dobra w każdej dziedzinie i moim zwyczajem nigdy nie nakładałam kasku i ochraniaczy. Jeździłam po całej szerokości skate parku, poprzez rampy, schody i równą powierzchnię. Niestety zaryłam kolanami w asfalt i je zdarłam. Poleciało trochę krwi, ale nie przejęłam się tym zbytnio. Otarłam krople cieczy i jeździłam dalej. Skakanie nawet z najwyższych ramp sprawiało mi przyjemność i nie czułam strachu. Lubię tą adrenalinę, która wtedy towarzyszy. Po nieustannej godzinie walczenia ze spalaniem tłuszczu postanowiłam zrobić sobie odpoczynek.  Usiadłam w cieniu, tam gdzie zostawiłam swoje rzeczy. Wzięłam łyk wody i siedziałam patrząc na nastolatków uczących się nowych trików. Słońce przygrzewało, ale na szczęście co jakiś czas moje ciało chłodził delikatny wietrzyk. Zabrałam swoje rzeczy i wyruszyłam w drogę powrotną. Tym razem wybrałam dłuższą drogę przez rynek. Przypomniało mi się, że w kieszonce plecaka mam schowane słuchawki. Wyciągnęłam je, podpięłam do telefonu i teraz rozkoszowałam się jazdą przy muzyce. Jechałam szybkim tempem po zatłoczonym rynku. Kiedy mijałam kafejkę z lodami zagapiłam się, a jakiś chłopak odwrócił się i jego porcja wypadła mu z rąk. I tym oto magicznym sposobem zimne lody wylądowały na moim dekolcie i bluzce.
- Było mi gorąco, ale nie prosiłam o ochłodzenie. – powiedziałam śmiejąc się.
Chłopak stał nieruchomo z rozdziabioną buzią. Stał tak chwilę i nie wiedział co powiedzieć. Próbowałam powstrzymać śmiech, gdyż cała sytuacja była dość zabawna mimo, że miałam na sobie rozpaćkane lody.
- Może byś przeprosił tą ślicznotkę? – usłyszałam głos blondyna stojącego za brunetem, z którym się zderzyłam.
- Nie, to ja powinnam przeprosić. Sierota ze mnie. Zagapiłam się, sorry.



- Yyymm. – zaczął się jąkać. – Przepraszam. Zapłacę za pralnię. Tak w ogóle to jestem Bradley. A to jest Tristan, Connor i James. – wskazał na kolegów z tyłu.
- Annie, a z tą pralnią to nie ma o czym gadać. Jak mogłam was nie poznać. – uśmiechnęłam się przyjacielsko. – Jutro wybieram się na wasz koncert.
- O to super! – powiedział entuzjastycznie James.
Chłopcy z lekkim zakłopotaniem patrzyli na plamę na mojej bluzce. Hmmm… Przecież mam sportowy stanik. Nie jest jakiś specjalnie skąpy, więc zdjęłam poplamioną bluzkę i włożyłam ją do plecaka. Bradley uśmiechnął się zalotnie na co odpowiedziałam chichotem.
- Może dasz mi swój numer to po koncercie się jakoś spotkamy? – zapytał.
- No okej.

Podyktowałam mu rząd cyfr i uściskałam wszystkich na pożegnanie. Odchodząc miałam wrażenie, że rozbierają mnie wzrokiem. Są tacy słodcy, że wybaczyłam im to. Uśmiechnęłam się pod nosem. W sumie to bardzo się cieszę, że ich poznałam, nawet jeśli moja bluzka na tym ucierpiała. Teraz moje ciało ogrzewały promienie słoneczne. Nie spiesząc się dotarłam do domu. Wyciągnęłam klucz i weszłam do środka. Harrolda nadal nie było. Zrzuciłam z siebie przepocone ciuchy i wzięłam zimny prysznic. Przepasałam się ręcznikiem i wyszłam z łazienki. Włączyłam telewizor w salonie i wybrałam kanał muzyczny. Resztę dnia postanowiłam spędzić leniwie. Założyłam swoje bikini i wyszłam na taras tanecznym krokiem. Zarzuciłam na nos swoje okulary i ułożyłam się na leżaku przy basenie. Było przyjemnie, słońce, lekki wietrzyk, muzyka, ale czegoś brakowało, a konkretnie kogoś.. Opalanie się jest okey, ale takiej osobie jak ja szybko zaczyna się nudzić. Krzątałam się po domu kiedy zadzwonił telefon. Mama zadzwoniła jak co jakiś czas zapytać czy wszystko w porządku. Podczas rozmowy pomyślałam sobie, że może dobrze by było wyjechać na jakiś czas do Polski i przemyśleć wszystko. Oczywiście nie mogłam wyjechać teraz, gdyż niedługo miała zacząć się trasa chłopaków, czyli także i moja praca. Lubię swoją pracę i ludzi, z którymi współpracuję. Cała ekipa  jest przemiła, ale myślę, że najbliższe są mi Julie i Lou, stylistka chłopaków. Ma przecudowną córeczkę. Uwielbiam Lux, a ona mnie. Zgrany z nas zespół. Kiedyś odwiedziła nas na próbie,  tańczyła razem z nami. Mogłabym mieć taką córkę. .  Siedziałam na kanapie i oglądałam ,,Trzy metry nad niebem’’ popijając zimnym sokiem pomarańczowym. Na dworze było bardzo ciepło. Termometr wskazywał 28o C. Gdy na zegarku wybiła godzina 15:42, a ja nadal siedziałam bezczynnie usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi. Chłopak wszedł do środka i położył klucze na komodzie.
**********************************************************************
Hejka kochani :) No to macie takie dłuugie rozdziały. I hope you like it :) Bardzo dziękuję za komentarze, będę brała pod uwagę wasze sugestie. Piszcie co sądzicie <3

sobota, 24 maja 2014



Rozdział 32
Zjedliśmy śniadanie, porozmawialiśmy i około 12 wyruszyliśmy w drogę powrotną. Gdy jechaliśmy, otworzyłam okno i wychyliłam głowę. Zaczęłam coś krzyczeć. Nie wiem dlaczego – przypływ energii.
- Misiek! Co ty wyprawiasz? – śmiał się ze mnie.
























Po chwili odwalało nam obojgu. Śpiewaliśmy każdą piosenkę, która leciała w radiu. Świetna zabawa w samochodzie. Darliśmy się jak opętani i śmieliśmy się aż mnie brzuch zaczął boleć. Nasz odpał przerwał telefon.
- Hazz zamknij się.  – powiedziałam niezłośliwie, lecz tak, aby zrozumiał, że ma być cicho.
**
- Hallo?
- Cześć. – usłyszałam miękki głos Niall. – Przepraszam, że cię tak męczę.
- Nie męczysz. Cieszę się, że dzwonisz. Wiesz, myślałam dziś o tobie.
- A ja o tobie. To co widzimy się?
- Tak. Emm przyjedź po mnie około 16 ok.?
- Spoko.
- To do zobaczenia Niall.
- Na razie.
**
- I co tam u niego? – zapytał chłopak.
Zamyśliłam się i nie usłyszałam do końca jego pytania. W głowie miałam jeszcze przez chwilę głos Niall’a.
- C-co? – zapytałam otrząsając się z zamyśleń.
- Już nic. Znowu myślałaś o Niall’u?
- Nie, nie.. coś ty.- skłamałam.
Po co ma się denerwować. Niall to tylko przyjaciel. Harry zrobił kwaśną, jakby zawiedzioną minę, przyciszył radio i wlepił wzrok w jeden kierunek – przed siebie. Czyżby był zazdrosny? Czegoś się obawiał? Przecież mnie i Niall’a nie łączyło nic więcej poza przyjaźnią. Zaczęłam głębiej rozmyślać nad tym co wydarzyło się podczas nieobecności Hazzy i czy to co było pomiędzy mną, a Niall’em na pewno się nie liczyło. W samochodzie panowała cisza. Niezręczną sytuację łagodził dźwięk radia. Od dawna nie było pomiędzy nami takiej ciszy. To dziwne, że kilka minut potrafią tak diametralnie zmienić nastrój. Jeden telefon i z uśmiechniętych, rozkrzyczanych ludzi zrobiliśmy się przymuleni. Problem tkwi w tym, że nie wiem dlaczego.
- Harry, czy powiedziałam coś nie tak? Skarbie?
- Chciałbym wiedzieć, czy o mnie też tak myślisz jak o Niall’u..




















- Nie, zdecydowanie nie. O Niall’u myślę jako o najlepszym przyjacielu, o tobie tak nie myślę. Ty jesteś osobą, która znaczy wiele więcej.  – mówiąc to położyłam swoją dłoń na jego.
Próbowałam go przekonać serdecznym uśmiechem, ale w mojej głowie pojawiło się lekkie zwątpienie. Czy na pewno tak jest?
- Przepraszam. Nie powinienem być taki zazdrosny, tylko po prostu nie mogę znieść myśli, że ktoś mógłby mi ciebie odebrać.. 
Widziałam, że mówił to bardzo poważnie.  Uśmiechnęłam się do niego, a on odwzajemnił ten gest. Przyłożyłam głowę do szyby, ale, że nie chciałam za długo niepotrzebnie myśleć o niektórych sprawach włożyłam słuchawki do uszu i zaczęłam słuchać muzyki. To zawsze potrafi wyluzować człowieka. Nie minęło kilka minut jak zadzwonił mój telefon. To była Julie.
- Annie!! – zaczęła wykrzykiwać.
- Julie, kochana uspokój się i mów co się dzieje.
- Ja, emm. Musisz tu przyjechać.
- Co? Ale gdzie? Po co?
- Do mnie do domu. Słuchaj, nie wiem co robić..
- No nie trzymaj mnie dłużej w niepewności. Mów!
- Lou.. Louis zaprosił mnie dziś na randkę! – wykrzyczała. – Co ja mam teraz robić?
- Po pierwsze i najważniejsze to mów: zgodziłaś się? – pytałam dociekliwie.
- Tak, ale nie wiem czy dobrze zrobiłam. On ostatnio zerwał z tą Eleanor..
- Julie! Co ty bredzisz, przecież wiem, że od dawna ci się podoba.
Przez chwilę nie słyszałam odpowiedzi, po czym westchnęła i kontynuowała:
- Aż tak było to widać?
- Nie, ale najlepsza przyjaciółka rozpozna takie rzeczy.
Po skończonej rozmowie uradowana opowiedziałam o wszystkim Hazzie. Także się ucieszył. Gdy dojechaliśmy do centrum Londynu poprosiłam, abyśmy wstąpili jeszcze do domu Julie. Chłopak bez problemu się zgodził. Na miejscu szybko wysiadłam z  samochodu i już byłam pod drzwiami domu, ale Harry nie wysiadał. Odwróciłam się zdziwiona, a on otworzył drzwi i powiedział, że poczeka. Wiedziałam, że chwilę nam zajmie obgadywanie całej tej sprawy i wybieranie ciuchów na randkę, więc bez zastanowienia  wyciągnęłam Harry’ego z samochodu i powiedziałam:
- Chodź Hazz. Uprzedzam, że chwilę nam to zajmie.
- Chwilę? Coś mi się wydaje, że dłużej niż chwilę.
Zaśmiałam się  i wywróciłam oczami. Gdy moja ręka powędrowała w stronę dzwonka, do Harry’ego zadzwonił telefon. Okazało się, że on musi zrobić to samo co ja tylko, że z Lou. On też się stresuje tą randką i Harry musi mu w tym pomóc. To lepiej, że nie będzie słuchał babskich rozmów i się nudził. Pomoże Louis’owi i będzie dobrze. Mam taką nadzieje.  W progu przywitała mnie zdenerwowana Julie. Była kłębkiem nerwów. Od dawna podobał się jej Lou, ale zaczął zwracać na nią uwagę od niedawna. Zresztą miał dziewczynę. Zaprosiła mnie do środka i od razu zaczęła panikować. Znam ją dobrze i wiem, że nigdy nie wyolbrzymia, więc teraz musiała być naprawdę przejęta.
- A co jeśli palnę coś głupiego? Albo nie będę wiedziała co powiedzieć? Przecież ja nie mam w czym iść. A co jeśli uzna mnie za nudziarę? Annie tak bardzo chcę, żeby wszystko było dobrze. Bo wiesz.. mi.. no.. ehh zależy no na nim.
- Wiem. Julie nie martw się tak. Wszystko będzie dobrze. On cię bardzo lubi i nie ma szans, że uzna cię za nudziarę. Macie mnóstwo wspólnych tematów! Chociażby sport. I ty i on go uwielbiacie.
- Ehh – westchnęła. – Może masz rację. Za bardzo się przejmuję. Co ma być to będzie. Wrzucę trochę na luz.
Uśmiechnęłam się do niej i poszłyśmy wybierać ciuchy. Przetrząsnęłyśmy całą szafę. Julie przymierzyła kilkanaście różnych zestawów i w końcu trafiłyśmy na idealny. Lou wygadał się Hazzie, który od razu mnie poinformował  i wiedziałam, że zabiera ją nad jezioro, więc ułatwił nam dobór ubrań. Gdy Julie siedziała przede mną na krześle już w ubraniach, a ja wzięłam się za malowanie jej twarzy powiedziałam:
- Spotykam się dziś z Niall’em.
- Ann.. Wiem, że się przyjaźnicie, ale czy ty.. czy to na pewno tylko przyjaźń? – zaakcentowała przedostatnie słowo.
- Wiesz.. ja, ja sama nie wiem. Z jednej strony kocham Harry’ego. Uszczęśliwia mnie i sprawia, że czuję się wyjątkowo, ale Niall.. Przy nim czuję się bezpiecznie. Przy nim zapominam o całym świecie. Liczymy  się tylko my. Nie istnieje czas. Przy nim czuję coś, czego nie mogę odnaleźć gdy jestem z Harry’m. Nie wiem.. Moje serce się przepołowiło i nie wiem co zrobić. Nie potrafię tak o po prostu zakończyć związku z Harry’m, nawet nie chcę, ale nie chcę też być z dala od blondyna. Co ja mam robić? – spytałam robiąc jej kreskę eyelinerem na lewym oku.
-Może spędź z jednym trochę czasu tylko ty i on, potem z drugim i zamieszkaj na jakiś czas u mnie, żebyś mogła zastanowić się i poukładać myśli.
- Chyba to dobry pomysł.
- No chyba, że wybierzecie życie w trójkącie. – po chwili z poważnych nastrojów wybuchnęłyśmy śmiechem.


Rozdział 33
Właśnie za to ją lubię. Nie dość, że pomoże to i rozśmieszy. Kocham tą swoją przyjaciółkę. Wprawdzie to jest dla mnie jak siostra. Skończyłam malowanie jej i wzięłam się za czesanie jej długich blond włosów. Końcówki były brązowe, więc postanowiłam to podkreślić i postawiłyśmy na rozpuszczone włosy i lekko pokręcone końcówki. Gdy Julie była już gotowa, a do przyjścia Louis’a było jeszcze pół godziny postanowiłyśmy zrobić sobie zdjęcie.
- Chodź miśka. – powiedziała Jul chwytając mnie za rękę.
Wzięłam swój telefon i zrobiłam ,, Selfie’’.
- Jedno na Tweeter’a , a drugie tylko dla nas. – powiedziałam śmiejąc się.
Gdy zostawałyśmy same najczęściej odwalało nam, jak nie wiem co. Zrobiłyśmy jedno normalne zdjęcie, a drugie z dziubkami. Śmiałyśmy się nawet nie wiem z czego, po prostu. Nas czasem nie da się ogarnąć. Gdy pomału dochodziłyśmy do normalnego stanu zadzwonił dzwonek. Julie zerwała się na równe nogi i nie wiedziała czy ma iść otworzyć  czy uciec przez okno. Postanowiłam otworzyć za nią.
- Uspokój się. Wszystko będzie dobrze. – powiedziałam podchodząc do drzwi.
Chciałam dodać jej otuchy. Otworzyłam drzwi i zobaczyłam chłopaków, Harry’ego i Louis’a. Harry tylko na mnie spoglądał i się uśmiechał, a Louis był lekko zdenerwowany i nie mógł wykrztusić z siebie słowa.
- Hallo, ziemia do Lou! – pomachałam mu przed oczami.
- Stresuje się trochę. Nie chcę tego spieprzyć. – powiedział, a Harry zaczął się śmiać zza jego pleców.
Posłałam mu groźne spojrzenie i powiedziałam, aby zaczekali. Poszłam po moją śliczną przyjaciółkę i powiedziałam ze śmiechem:
- Pasujecie do siebie. On też się stresuje. A teraz chodź i nie każ mu dłużej czekać.
Zabrałam swoje rzeczy, Julie wzięła torebkę i wyszłyśmy.
- Wow… Pięknie wyglądasz. – rzucił Louis.
- Dziękuję. – odpowiedziała z rumieńcami na twarzy dziewczyna.
- To my nie będziemy już przeszkadzać. Bawcie się dobrze kochani. – powiedziałam i przytuliłam ich na pożegnanie.
- Tylko, Loueh grzecznie. – powiedział niby poważnie Harry.
Nasi przyjaciele wsiedli do jednego samochodu, a my do drugiego. Harry ciągle się uśmiechał.
- Styles co się stało?
- Nic.
Spojrzałam na niego z uniesioną jedną brwią. Chłopak poszperał za siedzeniem i wręczył mi kopertę.
- Proszę kochanie.
Zajrzałam powoli do środka i wyjęłam zawartość.
- Harry! Wakacje razem? Jeju kochanie! – wykrzyczałam uradowana i rzuciłam mu się na szyję.
- Podziękujesz wieczorem. – uśmiechnął się łobuzersko.
- Wieczorem spotykam się z Niall’em.
- Shit. To chociaż mogę liczyć na buziaka? – mówiąc to przybliżył się.
Złapałam go za policzki i zachłannie pocałowałam. Gdy oderwaliśmy się od siebie powiedziałam:
- Proszę.
Gdy dojechaliśmy do domu spojrzałam na zegarek. Za chwilę miał przyjechać Niall. Pospiesznym krokiem weszłam na górę i otworzyłam szafę. Przemierzałam wzrokiem półki i wieszaki w poszukiwaniu czegoś odpowiedniego. W końcu wybrałam luźny zestaw. Spakowałam torebkę, zebrałam włosy w dwa niskie kucyki i zeszłam na dół. Harry krzątał się po domu. W ręku trzymał butelkę piwa. Wziął głęboki łyk i usiadł na kanapie.
- O której wrócisz? – zapytał z niewinnym spojrzeniem.
- Nie wiem. Raczej późno, a co?
- Nic, tak pytam.
- Harry tylko nie przesadź z alkoholem. – powiedziałam poważnie.
- Spokojnie. – zaśmiał się.
Dostałam sms-a, że chłopak już czeka przed domem. Ucałowałam Hazzę na pożegnanie. Nałożyłam buty i wyszłam. Blondyn spierał się plecami o samochód, ręce miał skrzyżowane na piersiach i patrzył w ziemię.
- Siemka Nialler. – rzuciłam, a on popatrzył na mnie i odsłonił rząd swoich równych, białych zębów.
- Hej. To gdzie uderzamy?
- Trochę zgłodniałam. Może Nando’s?
- No jasne!
To takie zabawne, że wyjście na jedzenie tak go uszczęśliwia. No, ale przecież to taki żarłok. Zaśmiałam się, a chłopak otworzył mi drzwi od auta, jak dżentelmen i sam usiadł na miejscu kierowcy.



Przekręcił klucz w stacyjce i włączył radio. Przez całą drogę rozmawialiśmy, śpiewaliśmy i śmialiśmy się. Nie było chwili ciszy. Przez jakiś czas Niall trzymał mnie za rękę. ,,To tylko przyjaciel. To jeszcze nic nie znaczy.’’ -  powtarzałam sobie. Po 20 minutach byliśmy na parkingu. Szliśmy pod rękę. Kurczowo trzymałam jego umięśnione ramię.
- Muszę cię kiedyś zabrać do Irlandii. – powiedział chłopak, gdy zaczęliśmy rozmawiać o naszych rodzinach.
- No ba, że musisz. – zaśmiałam się.
Pomimo jego obecności czułam się trochę dziwnie. Cały czas ktoś na nas patrzył albo robił zdjęcia. Takie zachowanie ludzi było trochę niezręczne i dość denerwujące. Popatrzyłam na Niall’a, który pewnym krokiem szedł przed siebie nie zważając na innych. Postanowiłam podążać jego śladem. Mocniej ścisnęłam jego ramię. Nialler popatrzył na mnie ze zdziwieniem, ale nie odezwał się słowem. Weszliśmy do restauracji i zajęliśmy wolny stolik przy ścianie wewnątrz budynku.
- No to na co masz ochotę? Ja stawiam. – oznajmił.
- Nawet mnie nie denerwuj.
- Dlaczego zawsze, gdy chcę za ciebie zapłacić nie pozwalasz mi na to?
- Bo wtedy czuję się źle. To daje takie odczucie jakbym przyjaźniła się z wami tylko dla kasy. Nie lubię jak za mnie płacicie. Harry wykupił dla nas drogie wakacje i też się źle czuję, że nawet się nie dorzuciłam.
- Nie przesadzaj. Przecież to tylko obiad, a ja wiem, że nie przyjaźnisz się ze mną ze względu na to ile mam pieniędzy, tylko dlatego, że jestem utalentowany, przystojny, mądry, zabawny, przystojny. – powtórzył ze śmiechem.
- Tak i jesteś idiotą, Niall. – śmiałam się, a po chwili i on się dołączył.
Złożyliśmy zamówienie, a chłopak uparł się, że zapłaci. Nie mogłam się wykręcić, gdyż zagroził, że zrobi coś bardzo, bardzo głupiego. Bałam się jego pomysłów, więc ten jeden raz mu ustąpiłam. Gdy kelner przyniósł nasz posiłek zabrałam się za zjadanie go podczas gdy Nialler pochłonął już połowę tego co było na talerzu. ,,Wszedł wprawę’’ pomyślałam, co wywołało u mnie śmiech.
- Co? – spytał zdezorientowany.
- Nic, nic. – powiedziałam uspokajając się.
- Czemu tak wolno jesz? – rzucił po chwili.
- A czemu ty tak szybko?
Wieczór minął w miłej atmosferze. Jak zwykle pełno śmiechu. Trochę się bałam, że ktoś zwróci nam uwagę, więc chociaż próbowałam siedzieć spokojnie. Ale przy nim po prostu się nie da.

- Chodźmy stąd. – powiedział Niall ze śmiechem.
********************************************************************
Hejka :) No to macie świeżutkie rozdziały :) Bardzo dziękuję za dotychczasowe komentarze, ale ostatnio zauważyłam, że jest ich mniej. Nie podoba wam się? Komentarz to wiele motywacji, więc bardzo proszę komentujcie jak wam się podoba. I jeszcze jedna prośba, jeśli macie jakieś koleżanki, które lubią ff to zachęcajcie do czytania i dodawania do obs. :) 
Z góry dzięki.

sobota, 17 maja 2014

Rozdział 30
- Stresuję się. – wyszeptałam do Harry’ego.
- Nie masz czym. – powiedział chwytając mnie za rękę.
Weszliśmy do środka dużego domu. Urządzony był dość nowocześnie. W korytarzu Harry pomógł zdjąć mi płaszcz i sam zdjął swój. Ze zdenerwowania trzymałam rękę chłopaka. W przedpokoju  czekali już na nas mama i tata Harry’ego. Przywitałam się i przedstawiłam. Bardzo chciałam zrobić na nich dobre wrażenie. Weszliśmy do salonu, a ja zaproponowałam Anne i Gemmie pomoc w kuchni. Z chęcią ją przyjęły.
- Dziewczyny zanieście to na stół. – powiedziała podając nam porcelanową wazę z zupą.
Waza trafiła na stół, a ja usiadłam obok Harry’ego. Ciągle się uśmiechał, a ja czułam się trochę niezręcznie.
- A więc, skąd się znacie? – zapytała mama Hazzy. –Nic o was nie wiem, bo nie miałyśmy okazji bardziej porozmawiać, a poznałyśmy się w dość niezręcznej sytuacji. – dodała, a ja poczerwieniałam.


Harry zaśmiał się, a ja uderzyłam go w nogę pod stołem.  Spojrzał na mnie z tym swoim uśmiechem i na zmianę opowiadaliśmy o tym, jak się poznaliśmy. Wieczór mijał w bardzo przyjemnej i miłej atmosferze. Bardzo polubiliśmy się z tatą Hazzy. Jego mama opowiedziała śmieszną i zarazem zawstydzającą Harry’ego historyjkę z jego dzieciństwa. Wszyscy się śmieliśmy, a Harry patrzył na mamę groźnie. W miarę zaprzyjaźniłyśmy się też z Gemmą, która zaprosiła mnie do swojego pokoju, aby pogadać. Weszłyśmy do pięknie urządzonego pokoju siostry mojego chłopaka i usiadałyśmy na łóżku. Zaczęłyśmy rozmawiać i w pewnym momencie z jej ust padło poważne pytanie:
- Annie, czy ty go naprawdę kochasz? Pytam, bo wiele dziewczyn skrzywdziło już mojego brata i nie chcę, aby znowu cierpiał.
- Kocham go, bardzo go kocham. To nie są tylko puste słowa, mówię całkiem szczerze. – odgarnęłam włosy i lekko speszona mówiłam dalej. – Ostatnio rozmawialiśmy o dziecku..
Gemma otworzyła buzię ze zdziwienia, ale jej oczy wyrażały radość.
- Jesteś w ciąży? – zapytała.
 - Nie, nie…. Nie. Pewnego wieczory Harry zapytał czy nie chciałabym takiego małego urwisa, ale nie jestem teraz gotowa, zresztą nie mielibyśmy czasu dla dziecka.
- Słusznie. Teraz koncerty, kariera, ciągle w trasie, mnóstwo ludzi wokół was. Mogłoby być niebezpiecznie. Ale mam nadzieję, że kiedyś zostanę ciocią. – uśmiechnęła się.
- Pomyślimy.
Zaczęłyśmy się śmiać i rozmawiać. Gadałyśmy o różnych dziewczyńskich sprawach. Gemma opowiedziała mi kilka bardzo zabawnych rzeczy z dzieciństwa Hazzy. Już teraz wiem czym będę go szantażować. Uśmiechnęłam się w myślach. Po jakimś czasie zeszłyśmy na dół. W salonie siedział tylko Harry. Usiadłam na kanapie obok niego, a on wyszeptał:
- Moi rodzice cię polubili.
- Naprawdę? – zapytałam z ulgą.
Kiwnął głową na tak i pocałował mnie. Gdy Gemma zobaczyła nas całujących się powiedziała:
- Harry pokaż Annie królestwo.
- Dobry pomysł. Dzięki brzydulo.
Uśmiechnął się, wstał i wyciągając rękę w moją stronę powiedział ,, Chodź. Coś ci pokażę.’’
- Mamo niedługo wrócimy! – wykrzyczał chłopak.
- Dobra! Annie uważaj na niego. – odkrzyknęła ze śmiechem Anne.
Zaśmiałam się i powiedziałam do Harry’ego:
- Masz bardzo fajną mamę.
- Wiem. – powiedział przytulając mnie.
- Dlaczego mnie przytuliłeś? – zapytałam.
- Lubię cię przytulać i czuć, że jesteś blisko. Boję się, że pewnego dnia nie będę mógł tego robić. Boję się, że cię stracę. Bardzo mi na tobie zależy.
- Mi na tobie także i nie wolno ci tak myśleć. – bardzo mocno go przytuliłam i dodałam całusa.
Harry objął mnie jedną ręką i gdzieś prowadził.
- Pokażę ci miejsce, w którym przed tobą była tylko jedna dziewczyna. – powiedział, a ja spojrzałam na niego podejrzliwie.
Szturchnęłam go z poważną miną.
- Spokojnie. Gemma. – oświadczył z ślicznym uśmiechem.
Uśmiechnęłam się. Ahh ten mój chłopak. Szliśmy jakiś czas polami, a moim oczom ukazał się stary, trochę zniszczony już domek na drzewie. 
- To moja twierdza z dzieciństwa. – powiedział z dumą. – Mieli tu wstęp tylko chłopcy.
Wszedł na górę i zaproponował, aby także weszła.
- Oszalałeś? W spódnicy i szpilkach? – zaczęłam się śmiać.
- To zdejmij szpilki.
W sumie to nie takie rzeczy się robiło. Zdjęłam buty, a Harry podał mi rękę, gdyż drabinka, która była przyczepiona obok była zepsuta. Nie skorzystałam, gdyż w dzieciństwie często chodziłam po drzewach i nie potrzebowałam pomocy. Wspięłam się , a on popatrzył na mnie z podziwem.
- Wow. – powiedział.
- No co? Kiedyś byłam chłopczycą. Łażenie po drzewach to żaden wyczyn.
- Kiedy ty przestaniesz mnie zaskakiwać? Hmm skarbie?
Usiedliśmy na brzegu domku i spuściliśmy w dół nogi. 


- Ślicznie tu. - powiedziałam.
Niebo było już gwieździste, a jedyne światło, które tu dochodziło to światło z okien domu. Siedzieliśmy przytuleni  i dużo rozmawialiśmy. Po pewnym czasie usłyszeliśmy mamę Hazzy:
- Dzieciaki, chodźcie już!
- Chodźmy. Nie chcę sobie grabić u twojej mamy.
Chłopak zaśmiał się i pomógł mi zejść, gdyż z tym było gorzej. Moja spódnica uniosła się do góry. Harry ujrzał moje majtki. Uśmiechnął się, a ja troszkę się speszyłam, mimo to, że widział mnie już bez nich. Hazz widząc moje speszenie zaczął się śmiać. Szturchnęłam go łokciem, ale potem także się śmiałam. Należę do tych osób, które potrafią śmiać się nawet z samych siebie. Wzięłam buty do ręki i szłam boso po trawie. Po kilkunastu minutach byliśmy w domu.


Rozdział 31
- No nareszcie jesteście kochani. – powiedziała Anne, gdy tylko nas ujrzała. – Może zostaniecie na noc? Pokój Harry’ego  jest przecież wolny. Po co będziecie się włóczyć teraz po nocy tyle kilometrów. Zostańcie. Hmm? – zaproponowała.
Popatrzyliśmy na siebie i zgodnie kiwnęliśmy głowami na znak, że zostaniemy.
- To fajnie. Annie mogę cię prosić na chwilę? – zapytał tata Hazzy.
- Tak, oczywiście.
Podążałam za nim. Zeszliśmy do jakiejś piwniczki, a tata Harry’ego wyjął dwa kieliszki i nalał nalewki.
- Proszę bardzo, przyszła synowo. – powiedział ze śmiechem, jakby był pewny, że to ja jestem tą jedyną jego syna.
- Nie dziękuję, nie mogę pić takich rzeczy. Lekarz mi zabronił. – powiedziałam.
Tata Hazzy wiedział o mojej sytuacji, więc nie nalegał mówiąc, że zdrowie jest najważniejsze. Rozmawialiśmy chwilę, a niedługo potem zszedł do nas Harry.
- A co to ma być? Tato, chcesz upić moją kobietę? – powiedział śmiejąc się.
Objął mnie od tyłu i wyszeptał całując w szyję:
- Chodźmy, pokażę ci mój pokój.
Pożegnaliśmy się z  jego tatą i poszliśmy na górę. W korytarzu mama Harry’ego powiedziała do nas:
- Pościeliłam wam razem, ale nie wiem czy… Będziecie spać osobno?
- Nie.  Wszystko jest w porządku. – zapewnił ją Harry, a ja tylko się uśmiechnęłam i potwierdziłam to. Weszliśmy do dawnego pokoju chłopaka. Rozejrzałam się i zaczęłam oglądać jego rzeczy. Na półkach stało kilka pluszaków, leżały jakieś płyty, karty do grania, jakieś resoraki, na ścianach były plakaty i typowo chłopięce rzeczy.
- Dobrze, że rodzice wstawili tu kanapę. Jest szersza niż moje dawne łóżko. – powiedział Harry.
- Sugerujesz coś misiu? – zapytałam przybliżając się do niego.
Harry zamknął drzwi, a ja położyłam ręce na jego karku.
- Buziaczka proszę. – wyszeptał robiąc dziubek.
Po chwili namiętnie się całowaliśmy. 











Każdy pocałunek był namiętniejszy. Harry zdjął ze mnie koszulkę i położył rękę na moim udzie pod spódnicą. Powoli rozpinałam jego koszulę. Na drodze do łóżka potykaliśmy się o wszystko co było na naszej drodze. Chłopak podniósł mnie lekko za biodra i nawet nie zauważyłam kiedy już na mnie leżał.










 Nie przestając się całować zmieniliśmy pozycję na siedzącą. Siedziałam na jego kolanach przodem. Moja spódnica leżała już na podłodze. Zabrałam się za rozpinanie spodni chłopaka. Chwilę nam zeszło, bo miał pasek. Gdy jego spodnie już miały pójść  w dół, a ja czułam wybrzuszenie w jego spodniach do pokoju wparował jego tata.
- Dzieciaki, ja… - zaczął, ale stanął wryty i nie dokończył.
Harry szybko przykrył mnie kołdrą i zapinając rozporek wykrzyczał:
- Tato puka się!
Hazz jeszcze wyszeptał do mnie: ,, Zaraz wracam skarbie’’ i wyszli razem na korytarz. Troszkę się bałam, że zepsułam sobie tym reputację. Było mi strasznie wstyd.
*Z perspektywy Harry’ego.
Kurde! Już raz przyłapał mnie z dziewczyną w łóżku, ale teraz przy Annie.. Zepsuł nam taką chwilę!
- Harry, przyszedłem zapytać czy czegoś nie potrzebujecie i czy wszystko w porządku, ale widzę, że sobie radzicie. – powiedział tata ze śmiechem.
Na szczęście mam fajnego tatę..
- Oj tato, tato..
- Potrzebujesz… yghym… gumek? – wypalił ojciec.
- Tato! – krzyknąłem zmieszany.
Po  chwili obaj się z tego śmieliśmy, a tata powiedział:
- Wracaj do niej, bo się dziewczyna przeziębi. Tylko nie bądźcie za głośno.. .
Zaśmiałem się i odpowiedziałem wchodząc do pokoju:
- Tylko nam nie przeszkadzajcie.
***
*W pokoju.
- Tata zaproponował nam kondomy. – powiedział ze śmiechem chłopak.
Zaczęłam się śmiać i seksownie rozłożyłam się na łóżku.
- Harry, a właśnie .. masz je przy sobie?
Podszedł do szuflady pod oknem i wyjął małe pudełko.
- Czyli przygotowany.
- Zawsze. – położył pudełko obok mnie na łóżku i sam klęknął nade mną. Jego ręce były po obu stronach mojej głowy.











 Delikatnie musnął moje usta, a potem każdy pocałunek stawał się namiętniejszy. Nasze języki ,,tańczyły’’ wspólny taniec. 













Moja ręka błądziła po jego torsie i znowu czułam jego przyrodzenie przy sobie. Harry swoimi ciepłymi, dużymi rękami dotykał moich ud, a ja ponownie rozpięłam jego spodnie.
- ON chce wyjść. – powiedział namiętnie Hazz.
- To GO wypuść.
Harry położył rękę na moich plecach i rozpiął mój stanik. Po chwili, nawet nie wiem kiedy, loczek miał zdjęte spodnie. Harry prawie zerwał ze mnie dolną część bikini. Po długim czasie namiętności, brunet delikatnie ,, we mnie wszedł ‘’. To nie był tylko se**, my się kochaliśmy. Robiliśmy TO z miłości. Doszliśmy prawie w tym samym momencie. Po kilku godzinach opadliśmy zmęczeni, ciężko dysząc.
- O kochanie, dzisiaj przeszłaś samą siebie. – szepnął Harry.
Przyłożyłam głowę do jego torsu i zaczęłam obrysowywać palcem jego motyla na brzuchu. Harry pocałował mnie w czoło i trzymał rękę na moim pośladku. Była już późna noc, więc zasnęliśmy. Następnego dnia rano siedzieliśmy razem na łóżku, oczywiście bez ubrań. Wstałam i zaczęłam ubierać bieliznę.
- Co ty robisz? – zapytał.
- Zimno mi.
- To cię rozgrzeję. Chodź tu.
Złapał mnie w pasie i przyciągnął na łóżko do siebie. Harry pocierał moje ciało, tak aby było mi ciepło. Wsunęliśmy się pod kołdrę, a Harry całował mnie po całym ciele. Było całkiem miło, ale nie mogliśmy przeleżeć tak całego dnia, zresztą mam spotkać się z Niall’em. Siadłam na łóżku i zaczęłam się przeciągać.
- To twoje ciało doprowadza mnie do szału, wiesz? – uśmiechnął się Hazz.
Także się uśmiechnęłam, a po pokoju rozległ się dźwięk pukania do drzwi. Wskoczyłam pod kołdrę do Harry’ego, gdyż nie zdążyłam się ubrać.
- Annie, wiesz co, nie krępuj się i wchodź do mnie do pokoju i wybierz sobie co tylko chcesz. Weźmiesz moje ubrania, a oddasz kiedyś przy okazji. – usłyszałam zza drzwi głos Gemmy.
- Dobrze, dziękuję! – odkrzyknęłam.
Wstałam, ubrałam bieliznę, a Harry oznajmił, że idzie pod prysznic. 
- Harry!
- Co?
- Ubierz się. – próbowałam mówić szeptem.
- Przecież chyba lubisz mnie takiego. W pewnej okazałości. – uśmiechnął się.
- Ale nie chcę, żeby twoi rodzice albo Gemma cię tak zobaczyli. – powiedziałam, a Harry dziwnie na mnie spojrzał, więc dodałam dla jasności. – Taki jesteś zarezerwowany tylko dla mnie.
Zaczęliśmy się śmiać, a Hazz ubrał się w czarne bokserki i poszedł do łazienki, a ja przemknęłam do pokoju Gemmy i wybrałam jakieś ubrania. Gdy byliśmy już gotowi zeszliśmy razem na dół. Chłopak nie puszczał mojej ręki.
- Dzień dobry. – powiedziałam.

- Cześć! – krzyknęła z kuchni Anne. – Siadajcie zaraz podam śniadanie.
********************************************************************
Cześć kochani :) Od razu mówię - to nie miał być rozdział z 18+ , bo nie umiem takich pisać :) Jak wam się podoba? Liczę na wasze komentarze :*

sobota, 10 maja 2014

Rozdział 28
- Zaraz do ciebie przyjdę. – powiedział chłopak wchodząc do łazienki.
Poszłam do sypialni. Siadłam na łóżku i zaczęłam zdejmować spodenki. Przebrałam się w piżamę i zdjęłam wisiorek od Niall’a. Nie chcę, aby się zniszczył, więc schowałam go do małej szkatułki. Usiadłam na łóżku, przykryłam nogi kołdrą i wzięłam do ręki swój telefon. Dostałam sms-a od Horan’a: 
,, Ciągle o tobie myślę. Chciałbym cię już zobaczyć.’’
 Postanowiłam odpisać: 
,,Ostatnio ja też o tobie myślę. Może odwiedziłbyś nas jutro?’’
 Chwilę później odpisał:
 ,,Jasne. Już nie mogę się doczekać, aby cię zobaczyć.’’
 Ustawiłam sobie budzik i odłożyłam telefon. Chwilę potem do sypialni wszedł Harry. Rozebrał się i usiadł obok mnie.
- Mama dzisiaj dzwoniła. Zaprosiła nas na jutro na 17.00. – oznajmił.
Uśmiechnęłam się i przytuliłam do chłopaka.
- Fajnie. Nareszcie bliżej poznam twoich rodziców.
- Oni bardzo chcą cię poznać. Ja też chciałbym kiedyś poznać twoich rodziców.
- Wiesz, tak sobie pomyślałam, że może jak będziecie grać w Europie to zorganizujecie koncert w Polsce. Fani się ucieszą, a przy okazji pojechalibyśmy do mojego rodzinnego domu.
- Dobry pomysł. Pogadam o tym z naszym menagerem.
 Leżeliśmy przytuleni rozmawiając. W pewnym momencie Harry wsunął rękę pod moja bluzkę i położył ją na moim brzuchu.
- Nie chciałabyś takiego małego Styles’a?
- Harry, dziecko? Teraz? To nie najlepszy pomysł.
- Ale dlaczego?
- Teraz chciałabym skupić się na pracy, rozwijać się. Zresztą nie mielibyśmy dla niego czasu, a nie chcę, żeby moje dziecko wychowywała opiekunka. Nie jestem gotowa na dziecko. Kiedyś jasne, że chciałabym być mamą, ale kiedyś, jak się ustatkujemy. Hazz dziecko to duża odpowiedzialność.
- Dobrze, ale kiedyś chciałbym mieć z tobą takiego małego urwisa. Byłabyś wspaniałą matką… i żoną. – dodał po chwili.
Nie wiedziałam co mu na to odpowiedzieć, więc uśmiechnęłam się i podarowałam mu pocałunek.
- Dobra, teraz chodźmy spać, a do tego tematu wrócimy za jakiś czas. Hmm?
- Yhym. No, ale daj mi jeszcze jednego buziaka.
Dużo się całujemy.. Może za dużo, ale to sprawia nam przyjemność, więc dlaczego mamy tego nie robić? Harry usnął pierwszy, a ja niedługo po nim. Teraz sypiam lepiej. Rano obudził mnie budzik. Harry’ego nie było obok mnie. Poszłam umyć zęby. Nie nakładałam podkładu, bo nie lubię obsesyjnie i bezsensu nakładać makijażu. Ubrałam się w coś i zeszłam na dół. Hazz posprzątał po wczorajszym wieczorze. To miło.
- Hazz? – zaczęłam go wołać, ale w domu go nie było.
Nałożyłam buty i wyszłam na dwór. Było ciepło i słonecznie. Poszłam do ogrodu, ale Harry’ego nigdzie nie było. No nic, przecież jest dorosły. Wróciłam do domu i zrobiłam sobie kanapkę. Siedziałam w domu, długo rozmawiałam z mamą, która zdzwoniła, żeby poinformować mnie, że moja przyjaciółka bierze ślub i, że jestem zaproszona. Trochę szkoda, ale chyba nie będę mogła się wybrać. Kiedyś obiecałyśmy sobie, że choćby nie wiem co mamy być na swoich ślubach. Niestety chyba nie dotrzymam tej obietnicy. Zobaczymy. Po jakimś czasie do domu wrócił Harrold.
- Hej skarbie. – krzyknął z korytarza.
- Hej.
- Co tam? – podszedł zadowolony i ucałował mnie w policzek.
- Coś się stało?
- Pojechałem spotkać się z Louis’em i spotkałem nasze fanki. Zgadnij co mi powiedziały.
- Domyślam się. – powiedziałam ze smutną mina.
Byłam pewna, że same okropieństwa.
- Chyba cię zaskoczę. Zaczęły mi mówić, że są ze mną i z tobą, że cię uwielbiają, że życzą nam szczęścia i nie rozumieją jak można cię hejtować. Ogólnie zaczęły mówić same dobre rzeczy o tobie. Widzisz? Część naszych fanów cię jednak lubi.
Podeszła i przytuliłam się do niego.
- Taa, część. A druga część nienawidzi..
- Nie przejmuj się nimi. Ci, którzy cię znają wiedzą jaka naprawdę jesteś. Zresztą zobaczysz przyzwyczają się do ciebie i na pewno polubią. No bo jak można cię nie lubić? – uśmiechnął się.
Poprawił mi tym trochę humor, zresztą on ma rację. Prawdziwi przyjaciele wiedzą jaka jestem. Siedzieliśmy przez chwilę przytuleni, bo dobrze mi to robiło- bliskość ukochanej osoby. Po jakimś czasie zapytałam:
- Co zrobić ci do jedzenia?
- Nie, nic. Jadłem na mieście.
- Aha. Harry..
- Słucham cię.
- Czy robienie tatuażu bardzo boli?
- A co? Chciałabyś mieć? – zapytał z uśmiechem.
-  Zastanawiam się nad tym, ale trochę się boję.
- Na początku, fakt trochę boli, ale da się wytrzymać. A gdzie chcesz go mieć? – zapytał uśmiechnięty.
Objął mnie od tyłu i wsunął rękę pod moje spodnie kładąc ją na moim biodrze i zapytał:
- Tutaj?
Potem przeniósł się niżej i znowu zapytał:
- A może tutaj?
Przeniósł rękę jeszcze niżej i śmiejąc się powiedział:
- A może…
Strzeliłam go po łapach i także się śmiejąc powiedziałam:
- Ty zboczuchu.
- Ja? Skądże.
Śmialiśmy się, a ja go pocałowałam . Pomimo, że Harry ma różne fantazje to kocham go.
- Harry, a jak wrócimy dziś od twoich rodziców to będziemy już mogli..?
- Myślę, że ten zakaz był tylko na dobę, ale zadzwonię do lekarza i zapytam.
- Co? W takich sprawach będziesz dzwonił? – zaśmiałam się.
- Jeśli będzie trzeba to tak, bo stęskniłem się za twoim ciałem.
Zbliżył się do pocałunku, ale odsunęłam się.
- Jesteś ze mną tylko ze względu na to, że fajnie się ze mną piep**y?!
Spojrzał na mnie i powiedział poważnie:
- Naprawdę myślisz, że jestem taki? Kocham cię. Kocham za twój charakter i za to jaka jesteś.
Spojrzałam  w podłogę z lekko zawiedzioną miną.
- Jeśli chcesz możemy zrobić z tym przerwę, żeby ci udowodnić, że nie zależy mi na tym tak bardzo. Nie chcę się z tobą kłócić.
- Ja też nie chcę.
- Na najbliższym koncercie ci to udowodnię.
- Mam się bać?
- Nie. Chyba nie. Annie, pamiętaj, bardzo, bardzo cię kocham. – powiedział kończąc całusem.
- Ja ciebie również Harry. – wtuliłam się mocno w niego.


Rozdział 29
Postanowiłam trochę posprzątać przed wyjściem. Poodkurzałam, pościerałam kurze i miałam zacząć zmywać naczynia, ale Harry zaproponował, że to zrobi. Na dworze było ciepło, więc Hazz gdy pozmywał naczynia powiedział, że idzie umyć samochód. Ja już w miarę posprzątałam w domu i postanowiłam mu pomóc. Wyszłam na dwór i zobaczyła go. Wyglądał tak seksi w tych krótkich spodenkach.




















- Don’t worry, be happy. Drink Pepsi, be sexy Harry! – wykrzyczałam do niego  z uśmiechem.
- Ty jesteś bardziej seksowna. – powiedział kładąc szlauf na trawie.
Podszedł do mnie, objął i spytał czy mu pomogę. Zgodziłam się,  ale to mycie nam trochę nie wyszło, gdyż zamiast myć samochód chlapaliśmy się wodą. Przemokliśmy całkowicie. Harry ganiał mnie ze szlaufem, a ja wylałam na niego wiadro z wodą. Harry ze śmiechem powiedział:
- A Miss Mokrego podkoszulka wygrywa Annie Cost!
- Jeśli wygrałam to jaka jest nagroda? – zapytałam delikatnie sugerując mu całusa.
Po chwili namiętności, wzięliśmy się za prawdziwe mycie auta. Cali mokrzy świetnie się bawiliśmy.
- Ale ciepło dzisiaj. – powiedziałam.
- I tak jesteśmy mokrzy to może potem wyluzujemy się przy basenie, co?
- Okey, ale ty teraz mógłbyś zdjąć koszulkę. – powiedziałam uśmiechając się zalotnie.
*Z perspektywy Harry’ego.
- Dobra, ale jak ty zdejmiesz swoją. – powiedziałem, gdyż byłem pewny, że tego nie zrobi.
Odwróciłem się i myłem dalej, ale ona nie zważając na nic zdjęła bluzkę i stała przede mną w samym (zresztą mokrym) staniku.
- Twoja kolej. – usłyszałem.
Moja dziewczyna stała teraz z pewną siebie miną, ale ja bez zastanowienia zdjąłem swój T-shirt i powiedziałem:
- No i widzisz.    … Zaraz, zaraz to nie fair. Ja nic już na sobie nie mam z górnych części garderoby. – mówiąc to podszedłem i położyłem rękę na jej plecach w wiadomym celu.
- To, to może wieczorem. – powiedziała śmiejąc się, więc odpuściłem.
Domyliśmy ten samochód, a potem usiedliśmy na trawie, aby się osuszyć. Rozmawialiśmy grzejąc się w słońcu. Robiło się coraz cieplej, ale przecież to nic dziwnego, przecież już niedługo lato. Spojrzałem na jej twarz. Miała przymrużone oczy, bo raziło ją słońce. Jest taka piękna… Nachyliłem się, aby ją pocałować. Położyła rękę na moim policzku, a ja lekko musnąłem ustami o jej usta. Potem całowaliśmy się bardzo, bardzo namiętnie. Ahh.. jak ja ją uwielbiam. Raz anioł, raz,, diablica’’.
***
 Gdy już trochę wyschliśmy weszliśmy do domu. Ja przebrałam się w ogrodniczki, a Harry w jeansowe spodenki i biały podkoszulek z nadrukiem. Zeszłam na dół i zobaczyłam, że Hazz siedzi przy basenie i moczy nogi.
- Co tam? – postanowiłam rzucić.
- Nic tam. – odpowiedział uśmiechnięty chłopak.
Usiadłam obok niego i także włożyłam nogi do basenu. Harry trzymał mnie za rękę. Siedzieliśmy w ciszy, nic nie mówiąc. Cieszę przerwał mój dzwoniący telefon. Poszłam go odebrać. To Louis.
- No hej. – powiedziałam z entuzjazmem.
- Siemka, słuchaj Ann .. Mam taką sprawę.
- No mów.
- Powiedz mi, co lubi Julie?
- Julie? – zapytałam zdziwiona.
- No tak. Tak myślałem, żeby może ją gdzieś zaprosić albo coś. Głupie no nie?
- Nie no coś ty. Fajnie, może lepiej się poznacie.
- O to chodzi. – powiedział.
- Julie.. Julie lubi sport, wesołe miasteczka, ale też miejsca odizolowane od świata. Wiesz takie, gdzie można się wyluzować.
- A kwiaty?
- Ulubione to chyba niebieskie róże.
- Niebieskie?
- Tak, farbowane. To jej ulubiony kolor.
- Okey. Dzięki.
- Ale jakby co to chcę wiedzieć pierwsza. – zaśmiałam się.
- Masz to jak w banku. – także się zaśmiał.
Po chwili rozmowy wróciłam do bruneta. Opowiedziałam mu o tym, że Lou chyba się zakochał, a on się ucieszył i powiedział, że to dobrze, bo był ostatnio mega przygnębiony i, że może to mu pomoże. Po dosyć ruchliwym popołudniu wybiła godzina 15 i trzeba było zacząć się zbierać, gdyż umówieni byliśmy z rodzicami Hazzy na 17, a sam dojazd trochę zajmował. Nie wiedziałam w co się ubrać. Jakieś pół godziny zajęło mi wybieranie ciuchów. Nie wiedziałam, czy mam się ubrać elegancko czy na luzie. W końcu wybrałam elegancki zestaw. Nie wiedziałam też jak się pomalować. Chciałam wywrzeć dobre wrażenie na rodzinie Harry’ego i przez to bardzo się stresowałam.  Po godzinie przygotowań zeszłam na dół gdzie czekał już na mnie Harry. Zdziwiona jego ubraniem zapytałam:
- Tak jedziesz?
- No tak. Coś nie tak?
- Nie tylko jak ty jesteś w zwykłej bluzie i rurkach to ja muszę się przebrać.
Już prawie, że wbiegałam po schodach, gdy nagle Harry zatrzymał mnie.
- Stój. Wyglądasz przepięknie. Ja się przebiorę. – ucałował mnie w policzek i poleciał.
Gdy wrócił był już ubrany bardziej elegancko.
- Dobra, wychodzimy. – powiedział.
- Czekaj. – podeszłam do niego i poprawiłam mu włosy, które były lekko potargane.
Gdy Harry podszedł do drzwi, aby je otworzyć, o mało co by nimi nie dostał w głowę. Do środka wszedł Niall. Zapomniałam – przecież mieliśmy się spotkać.
- Jeju, Niall całkowicie zapomniałam. – zaczęłam się tłumaczyć. – Przepraszam.
- Nic nie szkodzi. To ja powinienem przeprosić, bo chyba gdzieś się wybieracie, a ja przeszkadzam. A i ślicznie wyglądasz. – mrugnął do mnie.
- Idziemy do moich rodziców. – powiedział uśmiechnięty Harry.
- O to nie będę już przeszkadzał.
- Jutro do ciebie zadzwonię i się umówimy gdzieś na spacer czy coś. – powiedziałam.
- Spoko. – odpowiedział całując  mnie w policzek i żegnając się z Harry’m.
Po około 40 minutach jazdy byliśmy na miejscu. Hazz wysiadł z samochodu i otworzył mi drzwi auta.  Zza drzwi domu wyglądała już Gemma:
- Nareszcie jesteście. – powiedziała do nas witając się.

Z Gemmą poznałyśmy się wcześniej. Z mamą Hazzy rozmawiałam tylko raz, jak prawie przyłapała nas w łóżku, a jego taty nie znałam.
***************************************************************************
Siemka kochani. Chyba mi nie wyszły te rozdziały, ale byłam na wycieczce w górach i nie za bardzo miałam czas. Piszcie co o nich sądzicie :)

sobota, 3 maja 2014

Ważna notka na dole! *.*

Rozdział 26
Potem weszli chłopcy, następnie dziewczyny. Rozmawialiśmy chwilę wszyscy, a ja cieszyłam się, że mam takich przyjaciół. Nie mogłam narzekać na brak odwiedzin. Szczerze mówiąc to trochę mnie to zmęczyło. W szpitalu spędzili cały dzień, mimo, że nie siedzieli w mojej sali cały czas.
*Z perspektywy Harry’ego.
Siedzieliśmy na korytarzu, bo chcieliśmy aby Annie trochę odpoczęła. Widząc zmęczenie na twarzach moich przyjaciół powiedziałem:
- Słuchajcie ludzie, bardzo wam dziękuję, że byliście tu cały ten czas. To wiele znaczy i dla mnie i dla Ann, ale widzę jak bardzo jesteście zmęczeni, więc jedźcie do domów. Przyjedziecie jutro albo za jakiś czas. Nacieszcie się sobą, bo mamy jeszcze trochę wolnego.
Wiedzieli, że takie siedzenie nie pomaga jej zdrowieć, więc po jakimś czasie rzeczywiście pojechali. Został jeszcze chwilę Niall, ale on także pożegnał się z Annie i powiedział, że zostawi nas samych. Gdy pojechał ja postanowiłem zajrzeć do mojej ukochanej.
- Hej, jak tam? Potrzebujesz czegoś? – zapytałem.
- Nie, dziękuję. Harry jedź do domu. Jesteś zmęczony i pewnie nie chce ci się tu siedzieć. Jedź, ja raczej nigdzie się stąd nie ruszę. – powiedziała próbując się uśmiechać.
- No coś ty. Jesteśmy razem i już wystarczająco długo mnie przy tobie nie było. Jesteśmy razem na dobre i na złe, w zdrowiu i w chorobie, więc ja będę przy tobie. – usiadłem obok niej. – Pokaż mi ręce.
Wziąłem jej ręce i podwinąłem rękawy. To było okropne. 
- Widzisz byłem ci potrzebny, a mnie nie było. Proszę cię nie tnij się więcej.
- Dobrze. Może to nie było zbyt mądre, ale ja zawsze sobie właśnie w ten sposób radziłam w problemami..
- Ale teraz masz mnie i ja cię już nie opuszczę. Za bardzo cię kocham.
Annie popatrzyła na mnie i chwyciła za rękę mówiąc: ,,Ja też cię kocham’’. Siedzieliśmy razem rozmawiając. Chciałem, żeby chociaż na chwilę zapomniała o swoich problemach i przeżyciach.
- Harry podasz mi lusterko z torby?
- Tak, już kochanie.
Zacząłem grzebać w torbie i znalazłem małe, srebrne lusterko. Podałem jej.
- Jest tyle ładnych dziewczyn, które marzą o tobie, a ty jesteś z taką brzydulą.. – westchnęła smutna widząc swoje odbicie.
- Serio z jaką brzydulą? Bo nie wiem. Ja jestem teraz w bardzo szczęśliwym związku z przepiękną i uroczą panienką.
- Oj, Harry, Harry. . . – westchnęła i spuściła wzrok. – Chciałabym być teraz w domu, z tobą, w naszym łóżku, a nie tutaj..
- Poczekaj. – powiedziałem, gdyż do głowy wpadł mi pomysł.
Poszedłem do pokoju lekarskiego i zacząłem szukać lekarza prowadzącego. Gdy już go znalazłem zaproponowałem, aby Annie wróciła do domu, a pomoc lekarska byłaby do dyspozycji. Zadbałbym o to.
- Nie ma takiej możliwości. Przynajmniej na razie. Panna Cost jest po bardzo trudnej operacji. Teraz musi zostać w szpitalu. Codzienne badania wykażą czy wszystko będzie z nią dobrze. Za jakiś czas pomyślimy o pana propozycji.





























- Zaraz, zaraz.. Jak to ,,czy wszystko będzie z nią dobrze’’? A coś może być źle? – zapytałem przejęty.
- Wypadek był bardzo poważny, ale opanowaliśmy sytuację zagrażającą życiu. Teraz musimy się przekonać czy nie wdadzą się jakieś urazy powypadkowe.
- Ale czy to może być coś poważnego? Czy już nic nie zagraża jej życiu? – dopytywałem.
- Proszę pana, proszę się uspokoić. Będziemy pana informować o wszystkim na bieżąco. Teraz proszę się uspokoić, a ja muszę niestety pana opuścić.
Wyszedł, a ja smutny wróciłem pod jej salę. Nawet gdyby miała być chora do końca życia, nie opuszczę jej. Nie mogę. Stanąłem w drzwiach i przyglądałem się jej. Nawet nie zauważyła, że jej się przyglądam. Lubię to robić. Jest taka piękna, wyjątkowa. Pierwszy raz w życiu aż tak się zakochałem – bezgranicznie.
- O Harry, jesteś już. – usłyszałem.
- Tak. Byłem u lekarza i zapytałem czy nie mogłabyś leżeć w domu, a tam przychodziłby lekarz, ale powiedział, że na razie musisz zastać  w szpitalu. Nie martw się wszystko będzie dobrze.
Uśmiechnęła się, ale widziałem, że i tak jest smutna.
- O co chodzi?
- O nic.
- Przecież widzę. Powiedz mi, skarbie.
- Nieważne.
- Ważne. Jesteś smutna. O co chodzi?
- Nic. Nie przejmuj się, nie masz czym.
- Jak mam się nie przejmować? Kochanie..
- Hazz.. Nic… To… Nieważne..
- No dobrze, jeśli nie chcesz to nie mów, ale jeśli coś będzie się działo to masz mówić.
- Dobrze.
***
Mijały kolejne dni. Harry prawie ,, mieszkał  w szpitalu’’. Do domu jeździł tylko na kilka godzin się przespać. Po dwóch tygodniach pobytu  w szpitalu do mojej sali przyszedł lekarz prowadzący.
- Dzień dobry. Jak się pani czuje?
- Dzisiaj już dobrze.
- Mam dla pani dobra wiadomość. Rozmawiałem z pani chłopakiem i obiecał się panią opiekować, więc dzisiaj wychodzi pani do domu. – mówiąc to uśmiechnął się, napisał coś na mojej karcie i wyszedł porozmawiać jeszcze z Harry’m.
Po jakimś czasie przyszedł do mnie uśmiechnięty chłopak i powiedział:
- Skarbie jedziemy nareszcie do domu, a jak wyzdrowiejesz pojedziemy na romantyczne wakacje.
- Na wakacje? Ale po co?
- Bo cię kocham.
- Oj Hazz..
Zrobił śmieszną minę i zaczął pakować moje rzeczy. Czułam się już lepiej, ale ciągle brakowało mi siły. Harrold wyjął mi jakieś ubranie, które przywiózł z domu.
- Pomożesz mi? – zapytałam.
- Tak już.
Podszedł i pomógł mi zdjąć bluzę. Przebrałam się w luźne ciuchy i szykowaliśmy się do wyjścia. Harry zabrał moje torby, objął mnie w talii, a ja wzięłam telefon do ręki i nałożyłam ciemne okulary. Wyszliśmy. Pod szpitalem stało mnóstwo fotografów, a nasz samochód stał na parkingu po przeciwnej stronie ulicy. Harry był wściekły, że nie dają nam przejść. Krzyczeli, chcieli abyśmy się zatrzymali, utrudniali nam dojście. Wkurzony Harry rozepchnął fotografów i chroniąc mnie ręką zaprowadził do samochodu.
- Ja pierdole! Co za hieny. – powiedział już w samochodzie.
- Harry, uspokój się.
Spojrzał na mnie i ucałował. Gdy dojechaliśmy do domu, brunet otworzył drzwi, a gdy weszliśmy pierwsze co zrobił to rzucił torby i mocno mnie przytulił mówiąc:
- Nareszcie w domu.. Teraz siadaj w salonie, a ja się wszystkim zajmę.


Rozdział 27
Przez te dwa tygodnie w szpitalu mój stan fizyczny, ale też i psychiczny się poprawił, jednak miewałam jeszcze chwile, gdy czułam się gorzej. Zdjęłam buty, bluzę i usiadłam na wielkiej kanapie w salonie. Wzięłam do ręki pilota i już miałam włączyć telewizor, kiedy podszedł do mnie Harry. Położył obok mnie to co przyniósł ze sobą (poduszkę i koc) i stanowczo powiedział:
- Przykro mi, ale wolałbym abyś nie oglądała tego chłamu. Tam są same bzdury. Zresztą wiem, a raczej domyślam się co się stało w dzień wypadku.
Gdy o tym wspomniał spuściłam wzrok, a on mówił dalej:
- Directioners.. Hejty.. Annie, przykro mi, że one to zrobiły. Gdy tylko się dowiedziałem zrobiłem z tym porządek. Zaapelowałem na Tweeter’ze , ale razem z chłopakami uznaliśmy, że to nie wystarczy i musimy zrobić coś więcej.
- Ale po co? – zapytałam nieświadomie.
- Aby pokazać ludziom, ile krzywdy wyrządzili.
Łza spłynęła mi po policzku. Nie chce płakać. Po prostu, gdy tylko o tym pomyślę… . .  Chłopak przytulił mnie.
- Co mogę zrobić, abyś się odstresowała i przestała o tym myśleć?
Harry był bardzo blisko mnie. Jego nos dotykał mojego, jego ręka na moim policzku. Uwielbiam jego dotyk, jego ciało, jego pocałunki i pieszczoty. Hazz….   Przygryzłam wargę i dotknęłam tyłu jego głowy. Po chwili leżał na mnie i wiedział jak może mnie odstresować.
- No, miśku. – powiedział chrypliwym, seksownym głosem.
Kilka namiętnych pocałunków, dotyków, rozpięty rozporek w spodniach, gdy Harry lekko odsunął się, westchnął i powiedział:
- Przepraszam, nie mogę. To znaczy, nie możemy. Lekarz dzisiaj przed wyjściem uprzedził mnie, abyśmy przez jakiś czas TO sobie odpuścili.
Akurat, gdy potrzebowałam jego bliskości było nam to zakazane.
- No dobrze, ale teraz nie przestawajmy.
- Dla ciebie wszystko.
Po tych słowach nadal się całowaliśmy. Namiętniej niż zwykle. Jego ręka błądziła po moim ciele, a moja po jego. Musieliśmy jakoś nadrobić stracony czas. Wszystko co dobre kiedyś się kończy. Po dłuższej chwili rozkoszy zadzwonił dzwonek do drzwi. Harry niechętnie podniósł się, zapiął spodnie i poszedł do przedpokoju otworzyć. Ja także się jakoś ogarnęłam i wlazłam pod koc. Chwilę potem za Harry’m do środka weszła Danielle.
- O Dan, hej. – rzuciłam.
- Cześć kochana. Przepraszam, że przeszkadzam, ale mówiłaś mi kiedyś, że chciałabyś poznać chłopaków z The Vamps, no i masz tu taki mały prezent ode mnie i Liam’a. – powiedziała wręczając  mi dwa bilety na koncert.
- Kochana, dziękuję, ale nie potrzebnie wydajecie kasę. – powiedziałam przytulając ją.

- Oj tam. – uśmiechnęła się. – Przepraszam, że jestem bez Liam’a, ale musiał coś załatwić i nie mógł przyjechać.
- Nic się nie stało.
Rozmawiałyśmy jeszcze przez chwilę, ale Dan powiedziała, żebyśmy nacieszyli się sobą i, że nie będzie przeszkadzać. Gdy wyszła Harry oparł się o ścianę i z trochę zaskoczoną miną zapytał:
- The Vamps? Serio?
- No tak. Grają całkiem niezłą muzykę, no i są przystojni. Wydają się spoko.
- Przystojni? – powiedział siadając obok mnie.
- Tak, a ten Bradley najprzystojniejszy. Zresztą przypomina mi takiego super chłopaka.
- Kogo?
Pocałowałam go, a on chyba zrozumiał, gdyż uśmiechnął się.
- Mam pewien pomysł. Idź pod prysznic, a ja coś przygotuję.
- Emm.. Dobrze? – powiedziałam  zdziwiona.
Mój chłopak lubi mnie zaskakiwać. No, cóż… Poszłam do łazienki. Było dość wcześnie, więc nie ubrałam jeszcze piżamy, lecz krótkie spodenki, bluzkę i nałożyłam zerówki. Gdy skończyłam i otworzyłam drzwi Harry wrzasnął: ,, Jeszcze nie!’’, więc pobiegłam na górę. Przypomniałam sobie o naszyjniku od Niall’a. Postanowiłam go nałożyć, ale nie wiedziałam gdzie jest. Zaczęłam grzebać w szafce. Gdy szukałam w szufladzie przy łóżku znalazłam kilka prezerwatyw. Dlaczego mnie to nie dziwi? Uśmiechnęłam się tylko i szukałam dalej. Znalazłam go schowanego na samym dnie szuflady. Wzięłam go do ręki i przypomniały mi się te wszystkie miłe chwile spędzone z Niall’em. To jak mnie przytulał, jak na mnie patrzył, jak się uśmiechał, jak całował.. Moje wspomnienia przerwał Harry. Stanął w drzwiach, wyciągnął rękę w moją stronę i powiedział:
- Chodź skarbie.
Wstałam, założyłam szybko ten wisiorek, a Hazz zakrył mi oczy rekami i powoli sprowadził po schodach. Bałam się, że spadnę, więc mocno się go trzymałam.
- Co ty kombinujesz?- zapytałam  nieświadomie.
- Chciałem sprawić ci przyjemność i umilić ten wieczór.
Gdy byliśmy już na dole, chłopak odsłonił mi oczy, a ja ujrzałam zapalone świece w salonie, które tak bardzo lubię, ogień w kominku, przed telewizorem ułożone poduszki i koce, a na stole truskawki w czekoladzie.
- Zrobiłeś to w tak krótkim czasie? Jeju, dziękuję ci.




















Ze szczęścia kładąc ręce na jego karku ucałowałam go.
- Jestem szczęściarą, bo mam ciebie. – powiedziałam.
- Masz i  będziesz mieć. – powiedział uśmiechając się.
Wymieniliśmy kilka namiętnych pocałunków, a potem chłopak zaproponował wspólne obejrzenie filmu. Usiedliśmy na przygotowanym legowisku.
- Zanim zaczniemy oglądać mam prośbę.
- Tak?
- Wiesz, że jestem Directioner i uwielbiam wasze piosenki, więc czy umiliłbyś mi jeszcze bardziej ten wieczór i zaśpiewał coś?
- Ale co byś chciała?
- Cokolwiek. Proszę? – zrobiłam słodkie oczka.
Popatrzył na mnie, pocałował i trzymając za rękę zaśpiewał fragment Moments. Uwielbiam jego głos. Słuchałam wpatrując się w jego zielone oczy. Kiedy tylko skończył położyłam się na jego torsie i gładząc po policzku powiedziałam ,,Dziękuję kociaku’’. Harry przybliżył się do moich ust, aby mnie pocałować, ale odsunęłam się i powiedziałam podnosząc się:
- Mieliśmy oglądać film.
Z lekko zawiedzioną, ale wciąż uśmiechniętą miną podniósł się i włączył telewizor.
- Co będziemy oglądać?
- Znalazłem bardzo dobrą komedię, chyba, że wolisz coś romantyczniejszego. – zasugerował.
- Nie, wolę się pośmiać. Zresztą i tak zrobiłeś już dużo romantycznych rzeczy. Chciałabym ci za nie podziękować.. – mówiąc to przysunęłam się do niego i kładąc głowę na jego ramieniu dokończyłam. – Szkoda, że nie możemy..
- Uwierz, także bym tego chciał..
Wieczór spędziliśmy bardzo miło. Oglądaliśmy ta komedię przytuleni. Podczas filmu śmialiśmy się, karmiliśmy wzajemnie truskawkami i dużo się całowaliśmy.
- Przemiły wieczór. Dziękuję ci. – powiedziałam.
Gdy film się skończył rozmawialiśmy jeszcze przez chwilę, ale postanowiłam pójść do łóżka. 
*******************************************************************************


Hejka Miśki :) Zastanawiałam się nad zmianą terminów dodawania rozdziałów i postanowiłam, że będzie tak jak do tej pory, tzn. 2 rozdziały w soboty (wyjątek: +1 rozdział, jeśli będzie 5 komentarzy). Zostaję przy tym, gdyż nie mam za bardzo czasu w inne dni i nie wiem jak wiele osób to czyta, więc bardzo proszę o komentarze. To nie zajmuje wiele czasu, a dla mnie to mnóstwo motywacji. :) Z góry dzięki.