Rozdział 34
Wybiła 19, a my wsiedliśmy do
samochodu, gdyż chłopak chciał mi coś pokazać. Jechaliśmy nieznaną mi drogą, co
trochę mnie przeraziło, ale wiedziałam, że mogę mu ufać i, że nic złego mi nie
zrobi. Nie pytałam gdzie jedziemy, bo na wstępie powiedział, że to
niespodzianka. Po jakichś 15 minutach byliśmy na obrzeżach Londynu. Niall
zaparkował przy jakimś ogromnym głazie. Chłopak bez słowa delikatnie chwycił
moją dłoń i zaczął mnie prowadzić. Po
chwili moim oczom ukazało się magiczne miejsce. Kawałek dalej rozciągało się jezioro,
wokół były łąki i lasy.
- O matko.. .. Pięknie tu.
Dziękuję, że zabrałeś mnie w tak niesamowite miejsce. - powiedziałam
przytulając się do niego.
Jestem bardzo szczęśliwa, że mam przy
sobie takich przyjaciół. Siedliśmy pod drzewami na brzegu jeziora, w dość bliskiej odległości od siebie podziwiając
zachód słońca.
- Mógłbym tak już zawsze. –
powiedział splatając nasze palce i patrząc mi głęboko w oczy.
Jego głowa zmniejszyła odległość
między moją. W tym momencie bardzo chciałam czuć smak jego ust, ale nie mogłam
tego zrobić. Położyłam rękę na jego klatce piersiowej, lekko odsuwając go.
- Przepraszam, Niall…. Przyjaźń.
– westchnęłam.
- Nie, to ja przepraszam. –
mówiąc to spuścił głowę.
Czułam się okropnie z faktem, że moje serce kocha obydwu, a może
należeć tylko do jednego. Pomimo, że nic nie mogło się wydarzyć nie chciałam
jeszcze rozstawać się z blondynem. Zrobiło się późno i chłodno, a ja nie miałam
żadnej bluzy, ani kurtki. Tylko bluzkę. Niall dotknął mojego ramienia i czując,
że jest chłodne zdjął swoją bluzę i dał mi ją.
- Nałóż. – powiedział troskliwie
z uśmiechem.
- Nie wygłupiaj się. Nie będziesz
marzł przez to, że ja głupia nie wzięłam nic dla siebie.
- Masz rację, nie będę marzł.
Zakładaj. – powiedział trzymając szarą bluzę w ręku.
Wzięłam ją i nałożyłam całując go
w policzek w podziękowaniu. Niall uśmiechnął się i przyciągnął do siebie, tak,
że moje plecy oparte były o jego tors.
Oparłam o niego głowę i podziwiałam
razem z nim zachód słońca. Tak dobrze było mi w jego ramionach. To takie dziwne,
że mam kochającego chłopaka i zamiast z nim teraz być jestem tu z przyjacielem
i jestem w jego ramionach i nie chcę tego przerywać. Dlaczego spotkałam ich
obydwu? Dlaczego tak trudno jest mi wybrać? Dlaczego muszę krzywdzić i ich i
siebie? Dlaczego jest aż tyle pytań? To cholernie trudne. Julie ma rację i będę
musiała to przemyśleć i odizolować się od nich. Może to mi pomoże. Wtuliłam się
w niego i przerwałam chwilową ciszę:
- Louis i Julie są dziś na
randce.
- Serio? Już myślałem, że nigdzie
razem nie wyjdą.
- Nom, ja też. Fajnie by było,
gdyby zostali parą.
- Wtedy zostałbym jeszcze ja.
Forever Alone. – zrobił ponurą minę.
- Ty? Ty znajdziesz świetną
dziewczynę, która będzie cię kochać. Która urodzi ci gromadkę dzieci i która
będzie nosić twoje nazwisko. – próbowałam się uśmiechnąć i pocieszyć go.
Próbowałam, bo mimo, że jestem z
Harry’m smutno jest mi go sobie wyobrazić z inną dziewczyną u boku. Chłopak po
tych słowach nie odezwał się. Jedyne co zrobił to ponownie spuścił wzrok. Po co
ja się odzywałam. ..
*Z perspektywy Niall’a.
Kiedy wypowiedziała te słowa od
razu wyobraziłem sobie ją przy moim boku. Tak bardzo chciałbym, aby w
przyszłości to ona była tą dziewczyną. Moją..
.. Dlaczego serce wybrało dziewczynę najlepszego kumpla? Nie mam
pojęcia. Jedyne co wiem na pewno to, to, że ją kocham. Chciałbym to teraz jej
powiedzieć, przytulić ale nie jak przyjaciółkę, jak dziewczynę, móc pocałować. Kurde..
- You don’t understand, you don’t understand, what you do to me when you hold his hand.. – zacząłem śpiewać.
Nie chciałem mówić o swoich
uczuciach. Harry ma cholerne szczęście, że ma ją przy sobie. Przycisnąłem ją
mocniej do swojego ciała, ale tak, aby ją to nie bolało. Chcę się nią
nacieszyć. Chcę czuć jej zapach, dotyk, to, że jest blisko.
- We were meant to be, but a twist of
fate.
Made it so we had to walk away. – dokończyła po chwili tym swoim
cudownym głosem.- 'Cause we’re on fire, we are on fire, we’re on fire now. – śpiewałem dalej.
- Yeah, we're on fire, we are on fire, we're on fire now. – zaśpiewała nieco ściszając głos.
- I don't care what people say when we're together,
You know I wanna be the one who hold you when you sleepI just want it to be you and I foreverI know you wanna leave so come on
Baby be with me so happily. –
***
I wonder if he knows that I've touched your skin
And if he feels my traces in your hairI’m sorry love, but I don’t really care – zaśpiewał głosem anioła.
Uwielbiam słuchać, gdy śpiewa, bo robi to cudownie, ale.. ta piosenka.. te słowa.. sprawiają, że jestem jeszcze bardziej rozdarta.
- Nialler, słuchaj może
wybierzemy się gdzieś razem,tak wiesz, na kilka dni. Jak przyjaciele
oczywiście. – zaproponowałam nagle, co mnie zdziwiło, nawet bardzo.
- Tylko ty i ja? A Harry?
- Bez Hazzy. Taki
przyjacielski wypad.
- No okey. Fajnie. – uśmiechnął
się.
Postanowiłam zrealizować to o
czym powiedziała mi Julie. Z Harry’m jadę na wakacje, a z Niall’em pojedziemy
gdzieś się wyluzować. Oby to mi w czymś pomogło. Czemu to tak cholernie
trudne?!! Nienawidzę się za to.
*Z perspektywy Niall’a.
Siedzieliśmy rozmawiając o
wszystkim. Fajnie, że mogę z nią pogadać o sprawach dla mnie ważnych i nie, o
tym co mnie gnębi i co cieszy. Ona ze mną także. Spojrzałem na zegarek, który
wskazywał 24:33. Niby młoda godzina, ale nie chciałem mieć przerąbanego u
Hazzy.
- Może zacznijmy się zbierać. Nie
chcę jeszcze, ale Harry pewnie się martwi. – powiedziałem.
- Masz rację, wracajmy.
***
Wróciliśmy do samochodu, a Niall
odwiózł mnie do domu. Podprowadził mnie pod drzwi, a ja oddałam mu bluzę.
- Dziękuję ci. – powiedziałam
przytulając się do niego.
- Proszę. – uśmiechnął się i
odchodząc powiedział ,,Dobranoc’’.
Rozdział 35
Wchodząc do środka, zerknęłam na
zegarek. Była 01:27. Światła w domu były pogaszone, a ja po cichu zamknęłam
drzwi i powolnym krokiem udałam się do sypialni. Czym prędzej załatwiłam
wieczorną toaletę i już w piżamie położyłam się obok śpiącego Harry’ego. Objęłam
go ręką, a on poruszył się i tak jakby zepchnął moją rękę z siebie. Miałam
wrażenie, że nie śpi i zrobił to specjalnie. Było mi przykro, bo przecież
umówiłam się z Niall’em, tylko jako przyjacielem. To, że jestem z Hazzą nie
znaczy, że nie mogę spotykać się ze znajomymi. Chwilę patrzyłam na niego i ze
smutną miną jeszcze spróbowałam go ucałować w policzek, ale odsunął się, gdy
poczuł na sobie mój oddech. Postanowiłam porozmawiać z nim rano. Odwróciłam się
do niego plecami i usnęłam. Następnego dnia rano, szczerze nie chciało mi się
ruszać z łóżka. Przetarłam oczy i skierowałam wzrok na chłopaka. Był odwrócony
plecami do mnie i leżał drugim końcu łóżka. Usiadłam i ciężko westchnęłam.
Brunet nie spał, ale nie odzywał się i nie patrzył na mnie. Był obrażony wiem
to, jednak spróbowałam.
- Harry, porozmawiajmy.
Chłopak po porostu olał mnie i
zaczął podnosić się z łóżka. Nie dałam za wygraną. Ja to z nim wyjaśnię.
Złapałam go za ramiona i przyciągnęłam. Szybko usiadłam trochę powyżej jego
krocza i przytrzymałam jego ręce po obu stronach jego głowy, aby uniemożliwić
mu ruchy. Hazz ze spokojem powiedział:
- Puść mnie. Muszę się
przygotować na spotkanie ze swoją przyjaciółką. – stanowczo podkreślił ostatnie
słowo.
- Hazz! Przestań! To, że jestem z
tobą to znaczy, że mam się z nikim nie spotykać?! – wykrzyczałam wkurzona.
Bez słowa uniósł mnie za biodra i
powoli zsunął z siebie. Nawet na mnie nie spojrzał. Po prostu wstał i wyszedł z
sypialni. Rzuciłam się ze złością w pościel. Schowałam twarz w poduszkę i
wrzasnęłam. Dlaczego? Nie wiem. Może dlatego, że nawet ze mną nie porozmawiał,
że tak zwyczajnie mnie tu zostawił? Ubrałam się w coś i zeszłam na
dół. Postanowiłam spędzić ten dzień sama, bo ostatnio ciągle gdzieś wychodzę, a
na jutro jeszcze mam te bilety od Dan na koncert. Wyjęłam z szafki świeżą
bułkę, z lodówki mleko i siadłam po turecku na tarasie. Było słonecznie, więc
zdecydowałam zjeść właśnie tam. Harry gdzieś wybył. Czuję się rozdarta. Wczoraj
było mi tak dobrze z Niall’em , ale ta złość Harry’ego mnie torturuje. Wzięłam
łyk białej cieczy, zjadłam całą bułkę i patrzyłam jak delikatny wietrzyk
porusza wodę w basenie. Popatrzyłam na swój brzuch i uda, które ostatnio trochę
zaniedbałam mimo, że mam dobry metabolizm. Powinnam się trochę poruszać. Wróciłam
do domu i wyjęłam swoje rolki z szafy w korytarzu. Założyłam skarpetki w paski,
aby mnie nie obtarło. Zapięłam rolki i spięłam włosy w wysokiego kucyka.
Spakowałam portfel, telefon, butelkę wody i klucze do małego plecaka,
zarzuciłam go na plecy i nałożyłam okulary przeciwsłoneczne.
Zdecydowałam, że udam się do skate parku nie daleko centrum. Dotarcie tam nie
zajęło mi dłużej niż 15 minut, bo mam dość blisko. Na miejscu nie było tłoczno,
jakaś grupka małolatów na deskorolkach. Położyłam plecak pod drzewem w cieniu i
zjechałam z pierwszej rampy. Jeśli chodzi o sport zawsze byłam dobra w każdej
dziedzinie i moim zwyczajem nigdy nie nakładałam kasku i ochraniaczy. Jeździłam
po całej szerokości skate parku, poprzez rampy, schody i równą powierzchnię.
Niestety zaryłam kolanami w asfalt i je zdarłam. Poleciało trochę krwi, ale nie
przejęłam się tym zbytnio. Otarłam krople cieczy i jeździłam dalej. Skakanie
nawet z najwyższych ramp sprawiało mi przyjemność i nie czułam strachu. Lubię
tą adrenalinę, która wtedy towarzyszy. Po nieustannej godzinie walczenia ze
spalaniem tłuszczu postanowiłam zrobić sobie odpoczynek. Usiadłam w cieniu, tam gdzie zostawiłam swoje
rzeczy. Wzięłam łyk wody i siedziałam patrząc na nastolatków uczących się
nowych trików. Słońce przygrzewało, ale na szczęście co jakiś czas moje ciało
chłodził delikatny wietrzyk. Zabrałam swoje rzeczy i wyruszyłam w drogę
powrotną. Tym razem wybrałam dłuższą drogę przez rynek. Przypomniało mi się, że
w kieszonce plecaka mam schowane słuchawki. Wyciągnęłam je, podpięłam do
telefonu i teraz rozkoszowałam się jazdą przy muzyce. Jechałam szybkim tempem
po zatłoczonym rynku. Kiedy mijałam kafejkę z lodami zagapiłam się, a jakiś
chłopak odwrócił się i jego porcja wypadła mu z rąk. I tym oto magicznym
sposobem zimne lody wylądowały na moim dekolcie i bluzce.
- Było mi gorąco, ale nie
prosiłam o ochłodzenie. – powiedziałam śmiejąc się.
Chłopak stał nieruchomo z rozdziabioną
buzią. Stał tak chwilę i nie wiedział co powiedzieć. Próbowałam powstrzymać
śmiech, gdyż cała sytuacja była dość zabawna mimo, że miałam na sobie
rozpaćkane lody.
- Może byś przeprosił tą
ślicznotkę? – usłyszałam głos blondyna stojącego za brunetem, z którym się
zderzyłam.
- Nie, to ja powinnam przeprosić.
Sierota ze mnie. Zagapiłam się, sorry.
- Yyymm. – zaczął się jąkać. –
Przepraszam. Zapłacę za pralnię. Tak w ogóle to jestem Bradley. A to jest
Tristan, Connor i James. – wskazał na kolegów z tyłu.
- Annie, a z tą pralnią to nie ma
o czym gadać. Jak mogłam was nie poznać. – uśmiechnęłam się przyjacielsko. –
Jutro wybieram się na wasz koncert.
- O to super! – powiedział
entuzjastycznie James.
Chłopcy z lekkim zakłopotaniem
patrzyli na plamę na mojej bluzce. Hmmm… Przecież mam sportowy stanik. Nie jest
jakiś specjalnie skąpy, więc zdjęłam poplamioną bluzkę i włożyłam ją do
plecaka. Bradley uśmiechnął się zalotnie na co odpowiedziałam chichotem.
- Może dasz mi swój numer to po
koncercie się jakoś spotkamy? – zapytał.
- No okej.
Podyktowałam mu rząd cyfr i
uściskałam wszystkich na pożegnanie. Odchodząc miałam wrażenie, że rozbierają
mnie wzrokiem. Są tacy słodcy, że wybaczyłam im to. Uśmiechnęłam się pod nosem.
W sumie to bardzo się cieszę, że ich poznałam, nawet jeśli moja bluzka na tym
ucierpiała. Teraz moje ciało ogrzewały promienie słoneczne. Nie spiesząc się
dotarłam do domu. Wyciągnęłam klucz i weszłam do środka. Harrolda nadal nie
było. Zrzuciłam z siebie przepocone ciuchy i wzięłam zimny prysznic.
Przepasałam się ręcznikiem i wyszłam z łazienki. Włączyłam telewizor w salonie
i wybrałam kanał muzyczny. Resztę dnia postanowiłam spędzić leniwie. Założyłam
swoje bikini i wyszłam na taras tanecznym krokiem. Zarzuciłam na nos swoje
okulary i ułożyłam się na leżaku przy basenie. Było przyjemnie, słońce, lekki
wietrzyk, muzyka, ale czegoś brakowało, a konkretnie kogoś.. Opalanie się jest
okey, ale takiej osobie jak ja szybko zaczyna się nudzić. Krzątałam się po domu
kiedy zadzwonił telefon. Mama zadzwoniła jak co jakiś czas zapytać czy wszystko
w porządku. Podczas rozmowy pomyślałam sobie, że może dobrze by było wyjechać
na jakiś czas do Polski i przemyśleć wszystko. Oczywiście nie mogłam wyjechać
teraz, gdyż niedługo miała zacząć się trasa chłopaków, czyli także i moja
praca. Lubię swoją pracę i ludzi, z którymi współpracuję. Cała ekipa jest przemiła, ale myślę, że najbliższe są mi
Julie i Lou, stylistka chłopaków. Ma przecudowną córeczkę. Uwielbiam Lux, a ona
mnie. Zgrany z nas zespół. Kiedyś odwiedziła nas na próbie, tańczyła razem z nami. Mogłabym mieć taką
córkę. . Siedziałam na kanapie i
oglądałam ,,Trzy metry nad niebem’’ popijając zimnym sokiem pomarańczowym. Na
dworze było bardzo ciepło. Termometr wskazywał 28o C. Gdy na zegarku
wybiła godzina 15:42, a ja nadal siedziałam bezczynnie usłyszałam dźwięk
otwieranych drzwi. Chłopak wszedł do środka i położył klucze na komodzie.
**********************************************************************
Hejka kochani :) No to macie takie dłuugie rozdziały. I hope you like it :) Bardzo dziękuję za komentarze, będę brała pod uwagę wasze sugestie. Piszcie co sądzicie <3








