sobota, 28 czerwca 2014

Rozdział 41
Uśmiechnęłam się i mocno w niego wtuliłam. Ostatni raz wyszeptałam mu ,,Kocham cię’’ , a on mocniej mnie do siebie przytulił.  Resztę dnia spędziliśmy w swojej obecności robiąc wszystko, począwszy od zwykłego oglądania telewizji do naprawdę głupich rzeczy. Ale zaczęło nam odwalać dopiero wieczorem.
- Zróbmy coś szalonego. – rzucił Harry, kiedy siedzieliśmy przytuleni na kanapie.
- Dobra. Mam pomysł, czekaj tu. – powiedziałam i pobiegłam do łazienki.
Wzięłam swoją kosmetyczkę i kilka innych ‘’potrzebnych’’ rzeczy.
-  Haha po co to?
- Zrobimy sobie wzajemny make-up. Czekaj tylko zmyję ten.
Nasączyłam wacik i wytarłam swój makijaż.
- Już? – zapytał ucieszony, jak małe dziecko.
- Tak, ale błagam cię nie zniszcz mi kosmetyków. Haha będę żałować swojego pomysłu.
- Okey, okey, jakby co kupię ci nowe. – powiedział ze śmiechem łapiąc się za kredkę do oczu.
Siedliśmy na kanapie naprzeciwko siebie.
 – Zamknij oczko, moja rybo.
Zachichotałam tylko i zrobiłam to o co mnie poprosił.  Czułam jak próbuje zrobić prostą linię na moim oku. Robił to w taki sposób, że łaskotał mnie i nie mogłam usiedzieć normalnie.
- No, nie ruszaj się. – powiedział.
- Ale łaskoczesz! – powiedziałam przez śmiech.
Przestał na chwilę, popatrzył na mnie z politowaniem i odłożył kredkę na stół. Wiedziałam, że coś kombinuje. I nie pomyliłam się.  Przygwoździł mnie do kanapy, obezwładnił i zaczął łaskotać. Nienawidzę, gdy to robi, ale Hazz dobrze wie, że to mój słaby punkt.
- Hahahaha Harry! Haha przestań!
- Nie. – rzucił ze śmiechem i nadal mnie łaskotał.
Pękałam ze śmiechu. Jedyna rzecz, która mogła mnie uratować to ucieczka, ale jak, kiedy leży na mnie? Kopnęłam go lekko (ale tak aby poczuł) w jego czuły punkt i zrzuciłam z siebie. Uciekłam mu na taras, ale gdy zobaczyłam, że się podnosi zdecydowałam uciec na ulicę. Ze śmiechem ganiał mnie po osiedlu i na pewno byliśmy atrakcją osiedlową.  Niestety dorwał mnie, przerzucił przez ramię i powiedział, że za to, że musiał mnie ganiać czeka mnie kara. Wniósł mnie do domu i zaniósł na górę do sypialni. Wiedziałam o co mu chodzi. Harry postawił mnie na ziemi i zaczął całować. Najpierw usta, potem przeniósł się na szyję. 



Wiedziałam, że to mu nie wystarczy i dziś będzie chciał czegoś więcej.  I nie myliłam się. Pozwoliłam na to, aby ściągnął moją bluzkę i całował mój obojczyk, ale kiedy zabierał się za zapięcie mojego stanika powiedziałam:
- Wystarczy ci.
- Co? Ale..
- Nie ma ‘’ale’’. Nie dziś Hazz.
Nie chciałam, abyśmy robili to teraz, kiedy jestem przed wyjazdem z Niall’em. Poszłam do łazienki, umyłam się i wróciłam do naszej sypialni. Harry poszedł jeszcze po coś na dół, ale niedługo potem także przyszedł do mnie. Zrzucił z siebie ciuchy i trochę jakby zawiedziony szybko rzucił się na łóżko.



- Co jest? – zapytałam.
- Ale ty to jesteś..- powiedział, a ja skumałam, że chodzi o to, że miał ‘’na mnie ochotę’’.
- Oj tam, nie przesadzaj. – powiedziałam wyjmując z szafy jego koszulkę.
- Co ty robisz?
- Chcę dziś spać w niej. A co, nie mogę? – powiedziałam rozpinając stanik.
- Ehh. Możesz.
Widziałam, że próbował udawać obrażonego, ale kiedy szłam w stronę łóżka tylko w majtkach na spanie, powoli ubierając jego koszulkę, tak aby jak najdłużej moja klatka piersiowa zostawała odkryta, spoglądał na mnie z uśmieszkiem. Nie wstydzę się przy nim mojego ciała, zresztą tak jak on swojego przy mnie i czasem paraduje nago po całym domu, a ja mam ‘’atrakcje’’. 
- No nie obrażaj się, tylko daj całusa na dobranoc. – powiedziałam wchodząc pod kołdrę.
Hazz uśmiechnął się i spełnił moją prośbę. 


Następnego dnia wstałam dość wcześnie, gdyż byłam umówiona na kilka spotkań dotyczących trasy chłopców. Cztery spotkania jednego dnia, ehh no nieźle. Ubrałam się w bardziej eleganckie ciuchy niż zazwyczaj i poszłam zjeść śniadanie. Szybko zjadłam, wypiłam kawę i poszłam powiedzieć Harry’emu, że nie będzie mnie przez najbliższych kilka godzin w domu. Pożegnaliśmy się i pojechałam.  Kiedy załatwiłam już wszystkie sprawy na mieście i objechałam już wszystkich z kim miałam się spotkać, postanowiłam, że podjadę jeszcze do Lou Teasdale, żeby chwilę z nią pogadać. Na początku rozmawiałyśmy o trasie, ale potem nasza rozmowa zeszła na inne tory, kiedy do pokoju wkroczyła Lux. Ta mała jest niesamowita. 
- Mogę ją adoptować? – zapytałam ze śmiechem, kiedy to cudeńko wlazło mi na kolana.
- Haha a bierz ją sobie. – odpowiedziała również ze śmiechem Lou.
Gadałyśmy jeszcze jakiś czas, ale musiałam jeszcze podjechać do sklepu na małe zakupy. Kiedy weszłam do supermarketu  usłyszałam fajną piosenkę i zaczęłam ją sobie nucić pod nosem, ale wiele osób zaczęło się na mnie dziwnie gapić, a ja głupia zorientowałam się, że to mój telefon dzwoni. Szybko wyciągnęłam go z torebki odebrałam.
- Hallo?
- Hej skarbie. Jesteś jeszcze na mieście czy jedziesz już do domu? – usłyszałam głos Harry’ego.
- Teraz jestem w sklepie, a co?
- O to dobrze. To jak możesz to kup opakowanie tortilli, zgrzewkę piwa i ze dwa Twixy, okey?
- Dobra. Czy to oznacza, że dziś ty gotujesz?
- Yhyymm.
- Okey. Muszę kończyć. Widzimy się w domu. Pa.
- Pa. – odpowiedział.
Dokończyłam zakupy i skierowałam się na parking, gdzie zostawiłam samochód. Gdy pakowałam siaty z zakupami do bagażnika, poczułam czyjąś rękę na moim barku. Przeszedł mnie dreszcz i gwałtownie się odwróciłam. Za mną stał jakiś zakapturzony chłopak. Bardzo się bałam, a w pobliżu nikogo nie było, tylko puste samochody na podziemnym parkingu. Ze strachem zapytałam:
- O co chodzi?
Chłopak zdjął kaptur, a ja zamarłam. 


Wszystko wróciło, a po moim policzku spłynęła łza. Moim oczom ukazał się ktoś, przez kogo wróciłam do cięcia się, ktoś przez kogo nie mogłam w nocy spać. On..
- Hej. – powiedział, jak gdyby nigdy nic.
Stałam w bezruchu. Bałam się chociażby coś powiedzieć.
- Proszę nie bój się. – zbliżył się do mnie, a ja zaczęłam ciężej oddychać.
- Błagam zostaw mnie. – wyszeptałam błagalnie.
- Nie jestem tu, żeby ci coś zrobić. Naprawdę. Nic ci nie zrobię. – powiedział jeszcze bardziej się zbliżając, a ja dałam upust emocjom i łzy leciały po moich policzkach jak wodospad. Stałam oparta o tył mojego samochodu, gdy usłyszałam:
- Zostaw ją!!!
W tym czasie błyskawicznie podbiegł jakiś chłopak i odepchnął Justin’a tak, że poleciał na ziemię.  Mój ‘’wybawca’’ nie zważając na ochronę, która wzięła się nie wiadomo skąd, podbiegł do mnie, a ja zobaczyłam, że to nie kto inny, jak Niall, mój Niall.
- Wszystko dobrze? Nic ci nie zrobił? – zaczął wypytywać, a ja po prostu wpadłam mu w  ramiona.













Niestety ochrona szybko oderwała nas od siebie, a Justin podniósł się z podłogi.
- Nie! Zostawcie go! Błagam! – zaczęłam krzyczeć, gdy trzymali Niall’a i chcieli go gdzieś wynieść.
*Z perspektywy Niall’a.
Próbowałem im się wyrywać, ale byli silniejsi ode mnie. Kurwa! Czy on nie może zostawić jej w spokoju?!
- Zostawcie mnie do cholery! – zacząłem krzyczeć.
Bieber popatrzył na płaczącą Ann, która błagała, żeby mnie zostawili, zrobił gest rękami, a ci jego ochroniarze postawili mnie z powrotem na ziemię. Szybko podbiegłem do Annie i przytuliłem ją, po czym kazałem stanąć za sobą.
- Dam sobie radę, idźcie. – wyszeptał Justin do ochrony.
- Panie Bieber, lepiej zostaniemy. – odezwał się jeden z nich.
- Idźcie! – krzyknął.
- O co tu do cholery chodzi?! Nie możesz dać jej spokój?! – wykrzyczałem.
- Nie chce jej nic zrobić! Nie po to tu jestem! Proszę cię, Ann daj mi chwilę. Muszę z tobą porozmawiać. – zwrócił się do niej, a ja poczułem jak Ann mocniej ściska moją rękę.
- Niall… - szepnęła.
- Tak?
- Zostaw nas. – zatrzymała się. – Ale nie odchodź daleko, proszę.
- Na pewno tego chcesz?
Nieśmiało kiwnęła głową na tak, a ja odszedłem kawałek.
***
Niall odszedł kawałek ciągle na mnie spoglądając. Bałam się, ale wiem, że Niall tu jest. Popatrzyłam na Justin’a, który się zbliżył.
- Nie podchodź! – krzyknęłam.
Zatrzymał się i powiedział:
- Annie to wszystko nie tak miało wyglądać. Przepraszam. Ja naprawdę nie chce ci nic zrobić, a jestem tu, bo dowiedziałem się, że tu będziesz i..
- Skąd?!  - przerwałam mu. – Skąd wiedziałeś, że tu będę?! Śledzisz mnie?!
- Nie. To nie tak. Po prostu chciałem cię przeprosić.
- Przeprosić?!! Po tylu miesiącach?!
- Tak..
Łzy znowu płynęły mocniej, a ja nie wytrzymałam.  Podeszłam do chłopaka i wymierzyłam mu siarczysty cios w policzek. Musiał być mocny, bo chłopak odwrócił twarz, a mnie rozbolała ręka.  Justin spojrzał na mnie, a do mnie dotarło to co przed chwilą zrobiłam. Odsunęłam się od niego w przestrachu i zawołałam Niall’a, który błyskawicznie się pojawił.  
- Proszę, zabierz mnie stąd. – wyszeptałam.
Blondyn objął mnie i zaprowadził mnie do swojego auta.
- A co z moim autem? – zapytałam jeszcze przez płacz, gdy już wsiedliśmy.
- Nie martw się teraz o to. Zamknęłaś je?
Kiwnęłam twierdząco głową i po prostu przytuliłam się do chłopaka. Za dużo emocji. Łzy zamoczyły mu lekko koszulkę, ale nie przejmował się tym, tylko dalej trzymał mnie w objęciach.
- Niall.. dziękuję, że mi pomogłeś.
- To mój obowiązek. Pamiętasz? Obiecałem ci kiedyś, że już nikt cię nie skrzywdzi i dotrzymam słowa.
Wtuliłam się mocniej i po cichu zapytałam:
- Skąd ty się w ogóle tam wziąłeś?
- Przyjechałem zrobić jakieś zakupy na jutro. Wiesz co? Dobrze, że jedziemy. Będziesz mogła odpocząć od tego wszystkiego.


Wciągnęłam powietrze i poczułam zapach jego perfum, a z perfumami poczułam coś więcej. W tamtym momencie poczułam ile dla mnie znaczy…
******************************************************************
Hej :) No i macie 41 rozdział :) Szczerze powiem, że mam już plany na zakończenie i postanowiłam zrobić to według własnego pomysłu. Bardzo liczę się z waszym zdaniem i nie chcę, abyście byli zawiedzeni, więc najpierw dodam zakończenie, które uważam za najlepsze (tzn będę się kierować w następnych rozdziałach do tego zakończenia), a jeśli wam się naprawdę nie będzie podobało, jestem gotowa, aby napisać drugie, ale to na sam koniec. Piszcie co sądzicie o tym rozdziale :)

3 komentarze: