czwartek, 23 stycznia 2014

Rozdział 1



Wszystko było już załatwione. Bilety na przelot kupione, bagaże spakowane, pozostało najgorsze – pożegnanie się z rodzicami.
- Na pewno chcesz tam jechać? – dopytywał tata.
- Tak, tam czeka mnie lepsze życie. Mam już 20 lat i muszę się usamodzielnić. – powiedziałam.
- No to trzymaj się. Pamiętaj, że zawsze możesz tu wrócić. Uważaj na siebie – powiedziała z płaczem mama.
- Mamo, przecież nie jadę na wojnę, tylko pracować. Będę tęsknić. Pa.
Ale nie usłyszałam odpowiedzi. Za bardzo płakała. Wsiadłam do samochodu i pojechałam na lotnisko. Za kilka godzin zacznie się prawdziwe życie. Trochę się boję, Londyn to duże miasto. Jestem taka „stara” i wciąż łudzę się, że spotkam 1D. Heh… Jaka ja jestem głupia. Przez całą drogę na lotnisko myślałam o tym co mówiła mi babcia: Podążaj za marzeniami.  Najwyższy już czas na spełnianie ich. Po 5 godzinach jazdy byłam na lotnisku. Kilka formalności i siedziałam w samolocie. Przeglądałam coś na laptopie i zauważyłam wzmiankę o 1D – mają wolne i są w Londynie. Jakoś tak mi się przyjemnie zrobiło.




 Zasnęłam na chwilę, a jak się obudziłam  byliśmy już na miejscu. Wysiadałam i wsiadłam do zamówionej wcześniej taksówki. Tata wynajął mi jakieś małe mieszkanko w starej kamienicy w centrum Londynu. Pieniędzy miało mi wystarczyć na przeżycie 2 miesięcy. Musiałam rozejrzeć się za pracą. Na początek nic wielkiego – po prostu, żeby mieć za co żyć. Potem zobaczymy. Pierwszy tydzień spędziłam na szukaniu pracy. Kiedy już myślałam, że nic się nie znajdzie zobaczyłam ogłoszenie - ,,Poszukujemy sprzątaczki,,.  Nie lubię sprzątać, ale nie zawsze mamy to co chcemy. Zadzwoniłam i umówiłam się na rozmowę o pracę. Następnego dnia wybrałam się pod wyznaczony adres. Okazało się, że miejsce w którym miałam pracować to wytwórnia Syco Music. Weszłam do środka budynku i zauważyłam jakąś młodą dziewczynę. Postanowiłam zapytać gdzie mogę znaleźć szefa. Ona z uśmiechem pokazało mi gdzie mam się udać. Zapukałam do drzwi i weszłam.  Moim oczom ukazało się piękne biuro. Za biurkiem siedział pan Wolker (dyrektor) przywitał mnie  z uśmiechem:
- Dzień dobry, to ty jesteś Annie?
-Tak, dzień dobry.
Zaczęliśmy rozmawiać  i w końcu przyjął mnie. Powiedział, że zaczynam od jutra. Poszłam do domu i pomyślałam, że nie będę siedzieć tak w domu. Wieczorem wybrałam się na spacer.  Wstąpiłam do kawiarni i kupiłam sobie kawę na wynos. Wszystko byłoby super gdyby nie to, że przez nieuwagę wylałam ją na jakiegoś przechodnia. Zaczęłam przepraszać i okazało się, że to Olly Murs.
- Nic się nie stało. Niestety spieszę się i mogę zostać na przeprosinową kawę. Mam nadzieję,  że do zobaczenia – powiedział ze śmiechem.
Uśmiechnęłam się i pomyślałam: ,, Jakie dziwne jest to miasto – co nie zrobię ludzie i tak się uśmiechają’’.  Wróciłam do mieszkania i zasnęłam.  Następnego dnia  budzik zadzwonił bardzo wcześnie – dzień pracy. Szybki prysznic, śniadanie i do pracy. Gdy weszłam do budynku recepcjonistka zaczepiła mnie:
-Czyli będziesz z nami teraz pracować?
Na początku nie skojarzyłam, ale to ta dziewczyna, która wczoraj wskazała mi drogę.
- No chyba tak – odpowiedziałam niepewnie.
-Witaj na pokładzie – zaśmiała się.
Także się zaśmiałam. Dowiedziała się, że ma na imię Julie. Zakolegowałyśmy się. Pokazała mi, gdzie jest pomieszczenie dla sprzątaczek i co mam posprzątać.

 *****************************************************************************
Bardzo proszę o komentarze. To dla mnie bardzo ważne, gdyż motywują mnie do dalszego pisania. Kolejne rozdziały będę dodawać co tydzień w soboty. 

2 komentarze: