sobota, 3 maja 2014

Ważna notka na dole! *.*

Rozdział 26
Potem weszli chłopcy, następnie dziewczyny. Rozmawialiśmy chwilę wszyscy, a ja cieszyłam się, że mam takich przyjaciół. Nie mogłam narzekać na brak odwiedzin. Szczerze mówiąc to trochę mnie to zmęczyło. W szpitalu spędzili cały dzień, mimo, że nie siedzieli w mojej sali cały czas.
*Z perspektywy Harry’ego.
Siedzieliśmy na korytarzu, bo chcieliśmy aby Annie trochę odpoczęła. Widząc zmęczenie na twarzach moich przyjaciół powiedziałem:
- Słuchajcie ludzie, bardzo wam dziękuję, że byliście tu cały ten czas. To wiele znaczy i dla mnie i dla Ann, ale widzę jak bardzo jesteście zmęczeni, więc jedźcie do domów. Przyjedziecie jutro albo za jakiś czas. Nacieszcie się sobą, bo mamy jeszcze trochę wolnego.
Wiedzieli, że takie siedzenie nie pomaga jej zdrowieć, więc po jakimś czasie rzeczywiście pojechali. Został jeszcze chwilę Niall, ale on także pożegnał się z Annie i powiedział, że zostawi nas samych. Gdy pojechał ja postanowiłem zajrzeć do mojej ukochanej.
- Hej, jak tam? Potrzebujesz czegoś? – zapytałem.
- Nie, dziękuję. Harry jedź do domu. Jesteś zmęczony i pewnie nie chce ci się tu siedzieć. Jedź, ja raczej nigdzie się stąd nie ruszę. – powiedziała próbując się uśmiechać.
- No coś ty. Jesteśmy razem i już wystarczająco długo mnie przy tobie nie było. Jesteśmy razem na dobre i na złe, w zdrowiu i w chorobie, więc ja będę przy tobie. – usiadłem obok niej. – Pokaż mi ręce.
Wziąłem jej ręce i podwinąłem rękawy. To było okropne. 
- Widzisz byłem ci potrzebny, a mnie nie było. Proszę cię nie tnij się więcej.
- Dobrze. Może to nie było zbyt mądre, ale ja zawsze sobie właśnie w ten sposób radziłam w problemami..
- Ale teraz masz mnie i ja cię już nie opuszczę. Za bardzo cię kocham.
Annie popatrzyła na mnie i chwyciła za rękę mówiąc: ,,Ja też cię kocham’’. Siedzieliśmy razem rozmawiając. Chciałem, żeby chociaż na chwilę zapomniała o swoich problemach i przeżyciach.
- Harry podasz mi lusterko z torby?
- Tak, już kochanie.
Zacząłem grzebać w torbie i znalazłem małe, srebrne lusterko. Podałem jej.
- Jest tyle ładnych dziewczyn, które marzą o tobie, a ty jesteś z taką brzydulą.. – westchnęła smutna widząc swoje odbicie.
- Serio z jaką brzydulą? Bo nie wiem. Ja jestem teraz w bardzo szczęśliwym związku z przepiękną i uroczą panienką.
- Oj, Harry, Harry. . . – westchnęła i spuściła wzrok. – Chciałabym być teraz w domu, z tobą, w naszym łóżku, a nie tutaj..
- Poczekaj. – powiedziałem, gdyż do głowy wpadł mi pomysł.
Poszedłem do pokoju lekarskiego i zacząłem szukać lekarza prowadzącego. Gdy już go znalazłem zaproponowałem, aby Annie wróciła do domu, a pomoc lekarska byłaby do dyspozycji. Zadbałbym o to.
- Nie ma takiej możliwości. Przynajmniej na razie. Panna Cost jest po bardzo trudnej operacji. Teraz musi zostać w szpitalu. Codzienne badania wykażą czy wszystko będzie z nią dobrze. Za jakiś czas pomyślimy o pana propozycji.





























- Zaraz, zaraz.. Jak to ,,czy wszystko będzie z nią dobrze’’? A coś może być źle? – zapytałem przejęty.
- Wypadek był bardzo poważny, ale opanowaliśmy sytuację zagrażającą życiu. Teraz musimy się przekonać czy nie wdadzą się jakieś urazy powypadkowe.
- Ale czy to może być coś poważnego? Czy już nic nie zagraża jej życiu? – dopytywałem.
- Proszę pana, proszę się uspokoić. Będziemy pana informować o wszystkim na bieżąco. Teraz proszę się uspokoić, a ja muszę niestety pana opuścić.
Wyszedł, a ja smutny wróciłem pod jej salę. Nawet gdyby miała być chora do końca życia, nie opuszczę jej. Nie mogę. Stanąłem w drzwiach i przyglądałem się jej. Nawet nie zauważyła, że jej się przyglądam. Lubię to robić. Jest taka piękna, wyjątkowa. Pierwszy raz w życiu aż tak się zakochałem – bezgranicznie.
- O Harry, jesteś już. – usłyszałem.
- Tak. Byłem u lekarza i zapytałem czy nie mogłabyś leżeć w domu, a tam przychodziłby lekarz, ale powiedział, że na razie musisz zastać  w szpitalu. Nie martw się wszystko będzie dobrze.
Uśmiechnęła się, ale widziałem, że i tak jest smutna.
- O co chodzi?
- O nic.
- Przecież widzę. Powiedz mi, skarbie.
- Nieważne.
- Ważne. Jesteś smutna. O co chodzi?
- Nic. Nie przejmuj się, nie masz czym.
- Jak mam się nie przejmować? Kochanie..
- Hazz.. Nic… To… Nieważne..
- No dobrze, jeśli nie chcesz to nie mów, ale jeśli coś będzie się działo to masz mówić.
- Dobrze.
***
Mijały kolejne dni. Harry prawie ,, mieszkał  w szpitalu’’. Do domu jeździł tylko na kilka godzin się przespać. Po dwóch tygodniach pobytu  w szpitalu do mojej sali przyszedł lekarz prowadzący.
- Dzień dobry. Jak się pani czuje?
- Dzisiaj już dobrze.
- Mam dla pani dobra wiadomość. Rozmawiałem z pani chłopakiem i obiecał się panią opiekować, więc dzisiaj wychodzi pani do domu. – mówiąc to uśmiechnął się, napisał coś na mojej karcie i wyszedł porozmawiać jeszcze z Harry’m.
Po jakimś czasie przyszedł do mnie uśmiechnięty chłopak i powiedział:
- Skarbie jedziemy nareszcie do domu, a jak wyzdrowiejesz pojedziemy na romantyczne wakacje.
- Na wakacje? Ale po co?
- Bo cię kocham.
- Oj Hazz..
Zrobił śmieszną minę i zaczął pakować moje rzeczy. Czułam się już lepiej, ale ciągle brakowało mi siły. Harrold wyjął mi jakieś ubranie, które przywiózł z domu.
- Pomożesz mi? – zapytałam.
- Tak już.
Podszedł i pomógł mi zdjąć bluzę. Przebrałam się w luźne ciuchy i szykowaliśmy się do wyjścia. Harry zabrał moje torby, objął mnie w talii, a ja wzięłam telefon do ręki i nałożyłam ciemne okulary. Wyszliśmy. Pod szpitalem stało mnóstwo fotografów, a nasz samochód stał na parkingu po przeciwnej stronie ulicy. Harry był wściekły, że nie dają nam przejść. Krzyczeli, chcieli abyśmy się zatrzymali, utrudniali nam dojście. Wkurzony Harry rozepchnął fotografów i chroniąc mnie ręką zaprowadził do samochodu.
- Ja pierdole! Co za hieny. – powiedział już w samochodzie.
- Harry, uspokój się.
Spojrzał na mnie i ucałował. Gdy dojechaliśmy do domu, brunet otworzył drzwi, a gdy weszliśmy pierwsze co zrobił to rzucił torby i mocno mnie przytulił mówiąc:
- Nareszcie w domu.. Teraz siadaj w salonie, a ja się wszystkim zajmę.


Rozdział 27
Przez te dwa tygodnie w szpitalu mój stan fizyczny, ale też i psychiczny się poprawił, jednak miewałam jeszcze chwile, gdy czułam się gorzej. Zdjęłam buty, bluzę i usiadłam na wielkiej kanapie w salonie. Wzięłam do ręki pilota i już miałam włączyć telewizor, kiedy podszedł do mnie Harry. Położył obok mnie to co przyniósł ze sobą (poduszkę i koc) i stanowczo powiedział:
- Przykro mi, ale wolałbym abyś nie oglądała tego chłamu. Tam są same bzdury. Zresztą wiem, a raczej domyślam się co się stało w dzień wypadku.
Gdy o tym wspomniał spuściłam wzrok, a on mówił dalej:
- Directioners.. Hejty.. Annie, przykro mi, że one to zrobiły. Gdy tylko się dowiedziałem zrobiłem z tym porządek. Zaapelowałem na Tweeter’ze , ale razem z chłopakami uznaliśmy, że to nie wystarczy i musimy zrobić coś więcej.
- Ale po co? – zapytałam nieświadomie.
- Aby pokazać ludziom, ile krzywdy wyrządzili.
Łza spłynęła mi po policzku. Nie chce płakać. Po prostu, gdy tylko o tym pomyślę… . .  Chłopak przytulił mnie.
- Co mogę zrobić, abyś się odstresowała i przestała o tym myśleć?
Harry był bardzo blisko mnie. Jego nos dotykał mojego, jego ręka na moim policzku. Uwielbiam jego dotyk, jego ciało, jego pocałunki i pieszczoty. Hazz….   Przygryzłam wargę i dotknęłam tyłu jego głowy. Po chwili leżał na mnie i wiedział jak może mnie odstresować.
- No, miśku. – powiedział chrypliwym, seksownym głosem.
Kilka namiętnych pocałunków, dotyków, rozpięty rozporek w spodniach, gdy Harry lekko odsunął się, westchnął i powiedział:
- Przepraszam, nie mogę. To znaczy, nie możemy. Lekarz dzisiaj przed wyjściem uprzedził mnie, abyśmy przez jakiś czas TO sobie odpuścili.
Akurat, gdy potrzebowałam jego bliskości było nam to zakazane.
- No dobrze, ale teraz nie przestawajmy.
- Dla ciebie wszystko.
Po tych słowach nadal się całowaliśmy. Namiętniej niż zwykle. Jego ręka błądziła po moim ciele, a moja po jego. Musieliśmy jakoś nadrobić stracony czas. Wszystko co dobre kiedyś się kończy. Po dłuższej chwili rozkoszy zadzwonił dzwonek do drzwi. Harry niechętnie podniósł się, zapiął spodnie i poszedł do przedpokoju otworzyć. Ja także się jakoś ogarnęłam i wlazłam pod koc. Chwilę potem za Harry’m do środka weszła Danielle.
- O Dan, hej. – rzuciłam.
- Cześć kochana. Przepraszam, że przeszkadzam, ale mówiłaś mi kiedyś, że chciałabyś poznać chłopaków z The Vamps, no i masz tu taki mały prezent ode mnie i Liam’a. – powiedziała wręczając  mi dwa bilety na koncert.
- Kochana, dziękuję, ale nie potrzebnie wydajecie kasę. – powiedziałam przytulając ją.

- Oj tam. – uśmiechnęła się. – Przepraszam, że jestem bez Liam’a, ale musiał coś załatwić i nie mógł przyjechać.
- Nic się nie stało.
Rozmawiałyśmy jeszcze przez chwilę, ale Dan powiedziała, żebyśmy nacieszyli się sobą i, że nie będzie przeszkadzać. Gdy wyszła Harry oparł się o ścianę i z trochę zaskoczoną miną zapytał:
- The Vamps? Serio?
- No tak. Grają całkiem niezłą muzykę, no i są przystojni. Wydają się spoko.
- Przystojni? – powiedział siadając obok mnie.
- Tak, a ten Bradley najprzystojniejszy. Zresztą przypomina mi takiego super chłopaka.
- Kogo?
Pocałowałam go, a on chyba zrozumiał, gdyż uśmiechnął się.
- Mam pewien pomysł. Idź pod prysznic, a ja coś przygotuję.
- Emm.. Dobrze? – powiedziałam  zdziwiona.
Mój chłopak lubi mnie zaskakiwać. No, cóż… Poszłam do łazienki. Było dość wcześnie, więc nie ubrałam jeszcze piżamy, lecz krótkie spodenki, bluzkę i nałożyłam zerówki. Gdy skończyłam i otworzyłam drzwi Harry wrzasnął: ,, Jeszcze nie!’’, więc pobiegłam na górę. Przypomniałam sobie o naszyjniku od Niall’a. Postanowiłam go nałożyć, ale nie wiedziałam gdzie jest. Zaczęłam grzebać w szafce. Gdy szukałam w szufladzie przy łóżku znalazłam kilka prezerwatyw. Dlaczego mnie to nie dziwi? Uśmiechnęłam się tylko i szukałam dalej. Znalazłam go schowanego na samym dnie szuflady. Wzięłam go do ręki i przypomniały mi się te wszystkie miłe chwile spędzone z Niall’em. To jak mnie przytulał, jak na mnie patrzył, jak się uśmiechał, jak całował.. Moje wspomnienia przerwał Harry. Stanął w drzwiach, wyciągnął rękę w moją stronę i powiedział:
- Chodź skarbie.
Wstałam, założyłam szybko ten wisiorek, a Hazz zakrył mi oczy rekami i powoli sprowadził po schodach. Bałam się, że spadnę, więc mocno się go trzymałam.
- Co ty kombinujesz?- zapytałam  nieświadomie.
- Chciałem sprawić ci przyjemność i umilić ten wieczór.
Gdy byliśmy już na dole, chłopak odsłonił mi oczy, a ja ujrzałam zapalone świece w salonie, które tak bardzo lubię, ogień w kominku, przed telewizorem ułożone poduszki i koce, a na stole truskawki w czekoladzie.
- Zrobiłeś to w tak krótkim czasie? Jeju, dziękuję ci.




















Ze szczęścia kładąc ręce na jego karku ucałowałam go.
- Jestem szczęściarą, bo mam ciebie. – powiedziałam.
- Masz i  będziesz mieć. – powiedział uśmiechając się.
Wymieniliśmy kilka namiętnych pocałunków, a potem chłopak zaproponował wspólne obejrzenie filmu. Usiedliśmy na przygotowanym legowisku.
- Zanim zaczniemy oglądać mam prośbę.
- Tak?
- Wiesz, że jestem Directioner i uwielbiam wasze piosenki, więc czy umiliłbyś mi jeszcze bardziej ten wieczór i zaśpiewał coś?
- Ale co byś chciała?
- Cokolwiek. Proszę? – zrobiłam słodkie oczka.
Popatrzył na mnie, pocałował i trzymając za rękę zaśpiewał fragment Moments. Uwielbiam jego głos. Słuchałam wpatrując się w jego zielone oczy. Kiedy tylko skończył położyłam się na jego torsie i gładząc po policzku powiedziałam ,,Dziękuję kociaku’’. Harry przybliżył się do moich ust, aby mnie pocałować, ale odsunęłam się i powiedziałam podnosząc się:
- Mieliśmy oglądać film.
Z lekko zawiedzioną, ale wciąż uśmiechniętą miną podniósł się i włączył telewizor.
- Co będziemy oglądać?
- Znalazłem bardzo dobrą komedię, chyba, że wolisz coś romantyczniejszego. – zasugerował.
- Nie, wolę się pośmiać. Zresztą i tak zrobiłeś już dużo romantycznych rzeczy. Chciałabym ci za nie podziękować.. – mówiąc to przysunęłam się do niego i kładąc głowę na jego ramieniu dokończyłam. – Szkoda, że nie możemy..
- Uwierz, także bym tego chciał..
Wieczór spędziliśmy bardzo miło. Oglądaliśmy ta komedię przytuleni. Podczas filmu śmialiśmy się, karmiliśmy wzajemnie truskawkami i dużo się całowaliśmy.
- Przemiły wieczór. Dziękuję ci. – powiedziałam.
Gdy film się skończył rozmawialiśmy jeszcze przez chwilę, ale postanowiłam pójść do łóżka. 
*******************************************************************************


Hejka Miśki :) Zastanawiałam się nad zmianą terminów dodawania rozdziałów i postanowiłam, że będzie tak jak do tej pory, tzn. 2 rozdziały w soboty (wyjątek: +1 rozdział, jeśli będzie 5 komentarzy). Zostaję przy tym, gdyż nie mam za bardzo czasu w inne dni i nie wiem jak wiele osób to czyta, więc bardzo proszę o komentarze. To nie zajmuje wiele czasu, a dla mnie to mnóstwo motywacji. :) Z góry dzięki. 

3 komentarze: