Ważna notka na dole! *.*
Rozdział 26
Potem weszli chłopcy, następnie
dziewczyny. Rozmawialiśmy chwilę wszyscy, a ja cieszyłam się, że mam takich
przyjaciół. Nie mogłam narzekać na brak odwiedzin. Szczerze mówiąc to trochę
mnie to zmęczyło. W szpitalu spędzili cały dzień, mimo, że nie siedzieli w
mojej sali cały czas.
*Z perspektywy Harry’ego.
Siedzieliśmy na korytarzu, bo
chcieliśmy aby Annie trochę odpoczęła. Widząc zmęczenie na twarzach moich
przyjaciół powiedziałem:
- Słuchajcie ludzie, bardzo wam
dziękuję, że byliście tu cały ten czas. To wiele znaczy i dla mnie i dla Ann,
ale widzę jak bardzo jesteście zmęczeni, więc jedźcie do domów. Przyjedziecie jutro
albo za jakiś czas. Nacieszcie się sobą, bo mamy jeszcze trochę wolnego.
Wiedzieli, że takie siedzenie nie
pomaga jej zdrowieć, więc po jakimś czasie rzeczywiście pojechali. Został
jeszcze chwilę Niall, ale on także pożegnał się z Annie i powiedział, że
zostawi nas samych. Gdy pojechał ja postanowiłem zajrzeć do mojej ukochanej.
- Hej, jak tam? Potrzebujesz
czegoś? – zapytałem.
- Nie, dziękuję. Harry jedź do
domu. Jesteś zmęczony i pewnie nie chce ci się tu siedzieć. Jedź, ja raczej
nigdzie się stąd nie ruszę. – powiedziała próbując się uśmiechać.
- No coś ty. Jesteśmy razem i już
wystarczająco długo mnie przy tobie nie było. Jesteśmy razem na dobre i na złe,
w zdrowiu i w chorobie, więc ja będę przy tobie. – usiadłem obok niej. – Pokaż
mi ręce.
Wziąłem jej ręce i podwinąłem rękawy. To było okropne.

- Widzisz byłem ci potrzebny, a
mnie nie było. Proszę cię nie tnij się więcej.
- Dobrze. Może to nie było zbyt
mądre, ale ja zawsze sobie właśnie w ten sposób radziłam w problemami..
- Ale teraz masz mnie i ja cię już
nie opuszczę. Za bardzo cię kocham.
Annie popatrzyła na mnie i chwyciła
za rękę mówiąc: ,,Ja też cię kocham’’. Siedzieliśmy razem rozmawiając.
Chciałem, żeby chociaż na chwilę zapomniała o swoich problemach i przeżyciach.
- Harry podasz mi lusterko z torby?
- Tak, już kochanie.
Zacząłem grzebać w torbie i
znalazłem małe, srebrne lusterko. Podałem jej.
- Jest tyle ładnych dziewczyn,
które marzą o tobie, a ty jesteś z taką brzydulą.. – westchnęła smutna widząc
swoje odbicie.
- Serio z jaką brzydulą? Bo nie
wiem. Ja jestem teraz w bardzo szczęśliwym związku z przepiękną i uroczą
panienką.
- Oj, Harry, Harry. . . –
westchnęła i spuściła wzrok. – Chciałabym być teraz w domu, z tobą, w naszym
łóżku, a nie tutaj..
- Poczekaj. – powiedziałem, gdyż do
głowy wpadł mi pomysł.
Poszedłem do pokoju lekarskiego i
zacząłem szukać lekarza prowadzącego. Gdy już go znalazłem zaproponowałem, aby
Annie wróciła do domu, a pomoc lekarska byłaby do dyspozycji. Zadbałbym o to.
- Nie ma takiej możliwości.
Przynajmniej na razie. Panna Cost jest po bardzo trudnej operacji. Teraz musi
zostać w szpitalu. Codzienne badania wykażą czy wszystko będzie z nią dobrze.
Za jakiś czas pomyślimy o pana propozycji.
- Zaraz, zaraz.. Jak to ,,czy
wszystko będzie z nią dobrze’’? A coś może być źle? – zapytałem przejęty.
- Wypadek był bardzo poważny, ale
opanowaliśmy sytuację zagrażającą życiu. Teraz musimy się przekonać czy nie
wdadzą się jakieś urazy powypadkowe.
- Ale czy to może być coś
poważnego? Czy już nic nie zagraża jej życiu? – dopytywałem.
- Proszę pana, proszę się uspokoić.
Będziemy pana informować o wszystkim na bieżąco. Teraz proszę się uspokoić, a
ja muszę niestety pana opuścić.
Wyszedł, a ja smutny wróciłem pod
jej salę. Nawet gdyby miała być chora do końca życia, nie opuszczę jej. Nie
mogę. Stanąłem w drzwiach i przyglądałem się jej. Nawet nie zauważyła, że jej
się przyglądam. Lubię to robić. Jest taka piękna, wyjątkowa. Pierwszy raz w
życiu aż tak się zakochałem – bezgranicznie.
- O Harry, jesteś już. –
usłyszałem.
- Tak. Byłem u lekarza i zapytałem
czy nie mogłabyś leżeć w domu, a tam przychodziłby lekarz, ale powiedział, że
na razie musisz zastać w szpitalu. Nie
martw się wszystko będzie dobrze.
Uśmiechnęła się, ale widziałem, że
i tak jest smutna.
- O co chodzi?
- O nic.
- Przecież widzę. Powiedz mi,
skarbie.
- Nieważne.
- Ważne. Jesteś smutna. O co
chodzi?
- Nic. Nie przejmuj się, nie masz
czym.
- Jak mam się nie przejmować?
Kochanie..
- Hazz.. Nic… To… Nieważne..
- No dobrze, jeśli nie chcesz to
nie mów, ale jeśli coś będzie się działo to masz mówić.
- Dobrze.
***
Mijały kolejne dni. Harry prawie ,,
mieszkał w szpitalu’’. Do domu jeździł
tylko na kilka godzin się przespać. Po dwóch tygodniach pobytu w szpitalu do mojej sali przyszedł lekarz
prowadzący.
- Dzień dobry. Jak się pani czuje?
- Dzisiaj już dobrze.
- Mam dla pani dobra wiadomość.
Rozmawiałem z pani chłopakiem i obiecał się panią opiekować, więc dzisiaj
wychodzi pani do domu. – mówiąc to uśmiechnął się, napisał coś na mojej karcie
i wyszedł porozmawiać jeszcze z Harry’m.
Po jakimś czasie przyszedł do mnie
uśmiechnięty chłopak i powiedział:
- Skarbie jedziemy nareszcie do
domu, a jak wyzdrowiejesz pojedziemy na romantyczne wakacje.
- Na wakacje? Ale po co?
- Bo cię kocham.
- Oj Hazz..
Zrobił śmieszną minę i zaczął
pakować moje rzeczy. Czułam się już lepiej, ale ciągle brakowało mi siły.
Harrold wyjął mi jakieś ubranie, które przywiózł z domu.
- Pomożesz mi? – zapytałam.
- Tak już.
Podszedł i pomógł mi zdjąć bluzę.
Przebrałam się w luźne ciuchy i szykowaliśmy się do wyjścia. Harry zabrał moje torby, objął mnie w talii, a
ja wzięłam telefon do ręki i nałożyłam ciemne okulary. Wyszliśmy. Pod szpitalem
stało mnóstwo fotografów, a nasz samochód stał na parkingu po przeciwnej
stronie ulicy. Harry był wściekły, że nie dają nam przejść. Krzyczeli, chcieli
abyśmy się zatrzymali, utrudniali nam dojście. Wkurzony Harry rozepchnął
fotografów i chroniąc mnie ręką zaprowadził do samochodu.
- Ja pierdole! Co za hieny. –
powiedział już w samochodzie.
- Harry, uspokój się.
Spojrzał na mnie i ucałował. Gdy
dojechaliśmy do domu, brunet otworzył drzwi, a gdy weszliśmy pierwsze co zrobił
to rzucił torby i mocno mnie przytulił mówiąc:
- Nareszcie w domu.. Teraz siadaj w
salonie, a ja się wszystkim zajmę.
Rozdział 27
Przez te dwa tygodnie w szpitalu
mój stan fizyczny, ale też i psychiczny się poprawił, jednak miewałam jeszcze
chwile, gdy czułam się gorzej. Zdjęłam buty, bluzę i usiadłam na wielkiej
kanapie w salonie. Wzięłam do ręki pilota i już miałam włączyć telewizor, kiedy
podszedł do mnie Harry. Położył obok mnie to co przyniósł ze sobą (poduszkę i
koc) i stanowczo powiedział:
- Przykro mi, ale wolałbym abyś nie
oglądała tego chłamu. Tam są same bzdury. Zresztą wiem, a raczej domyślam się
co się stało w dzień wypadku.
Gdy o tym wspomniał spuściłam
wzrok, a on mówił dalej:
- Directioners.. Hejty.. Annie,
przykro mi, że one to zrobiły. Gdy tylko się dowiedziałem zrobiłem z tym
porządek. Zaapelowałem na Tweeter’ze , ale razem z chłopakami uznaliśmy, że to
nie wystarczy i musimy zrobić coś więcej.
- Ale po co? – zapytałam
nieświadomie.
- Aby pokazać ludziom, ile krzywdy
wyrządzili.
Łza spłynęła mi po policzku. Nie
chce płakać. Po prostu, gdy tylko o tym pomyślę… . . Chłopak przytulił mnie.
- Co mogę zrobić, abyś się
odstresowała i przestała o tym myśleć?
Harry był bardzo blisko mnie. Jego
nos dotykał mojego, jego ręka na moim policzku. Uwielbiam jego dotyk, jego
ciało, jego pocałunki i pieszczoty. Hazz….
Przygryzłam wargę i dotknęłam tyłu jego głowy. Po chwili leżał na mnie i
wiedział jak może mnie odstresować.
- No, miśku. – powiedział
chrypliwym, seksownym głosem.
Kilka namiętnych pocałunków,
dotyków, rozpięty rozporek w spodniach, gdy Harry lekko odsunął się, westchnął
i powiedział:
- Przepraszam, nie mogę. To znaczy,
nie możemy. Lekarz dzisiaj przed wyjściem uprzedził mnie, abyśmy przez jakiś
czas TO sobie odpuścili.
Akurat, gdy potrzebowałam jego
bliskości było nam to zakazane.
- No dobrze, ale teraz nie
przestawajmy.
- Dla ciebie wszystko.
Po tych słowach nadal się
całowaliśmy. Namiętniej niż zwykle. Jego ręka błądziła po moim ciele, a moja po
jego. Musieliśmy jakoś nadrobić stracony czas. Wszystko co dobre kiedyś się
kończy. Po dłuższej chwili rozkoszy zadzwonił dzwonek do drzwi. Harry niechętnie
podniósł się, zapiął spodnie i poszedł do przedpokoju otworzyć. Ja także się
jakoś ogarnęłam i wlazłam pod koc. Chwilę potem za Harry’m do środka weszła
Danielle.
- O Dan, hej. –
rzuciłam.
- Cześć kochana. Przepraszam, że przeszkadzam,
ale mówiłaś mi kiedyś, że chciałabyś poznać chłopaków z The Vamps, no i masz tu
taki mały prezent ode mnie i Liam’a. – powiedziała wręczając mi dwa bilety na koncert.
- Kochana, dziękuję, ale nie
potrzebnie wydajecie kasę. – powiedziałam przytulając ją.

- Oj tam. – uśmiechnęła się. –
Przepraszam, że jestem bez Liam’a, ale musiał coś załatwić i nie mógł
przyjechać.
- Nic się nie stało.
Rozmawiałyśmy jeszcze przez
chwilę, ale Dan powiedziała, żebyśmy nacieszyli się sobą i, że nie będzie
przeszkadzać. Gdy wyszła Harry oparł się o ścianę i z trochę zaskoczoną miną
zapytał:
- The Vamps? Serio?
- No tak. Grają całkiem niezłą muzykę, no i są przystojni. Wydają
się spoko.
- Przystojni? – powiedział
siadając obok mnie.
- Tak, a ten Bradley
najprzystojniejszy. Zresztą przypomina mi takiego super chłopaka.
- Kogo?
Pocałowałam go, a on chyba
zrozumiał, gdyż uśmiechnął się.
- Mam pewien pomysł. Idź pod
prysznic, a ja coś przygotuję.
- Emm.. Dobrze? – powiedziałam zdziwiona.
Mój chłopak lubi mnie zaskakiwać.
No, cóż… Poszłam do łazienki. Było dość wcześnie, więc nie ubrałam jeszcze
piżamy, lecz krótkie spodenki, bluzkę i nałożyłam zerówki. Gdy skończyłam i otworzyłam drzwi Harry wrzasnął: ,, Jeszcze
nie!’’, więc pobiegłam na górę. Przypomniałam sobie o naszyjniku od Niall’a.
Postanowiłam go nałożyć, ale nie wiedziałam gdzie jest. Zaczęłam grzebać w
szafce. Gdy szukałam w szufladzie przy łóżku znalazłam kilka prezerwatyw.
Dlaczego mnie to nie dziwi? Uśmiechnęłam się tylko i szukałam dalej. Znalazłam
go schowanego na samym dnie szuflady. Wzięłam go do ręki i przypomniały mi się
te wszystkie miłe chwile spędzone z Niall’em. To jak mnie przytulał, jak na
mnie patrzył, jak się uśmiechał, jak całował.. Moje wspomnienia przerwał Harry.
Stanął w drzwiach, wyciągnął rękę w moją stronę i powiedział:
- Chodź skarbie.
Wstałam, założyłam szybko ten
wisiorek, a Hazz zakrył mi oczy rekami i powoli sprowadził po schodach. Bałam
się, że spadnę, więc mocno się go trzymałam.
- Co ty kombinujesz?-
zapytałam nieświadomie.
- Chciałem sprawić ci przyjemność
i umilić ten wieczór.
- Zrobiłeś to w tak krótkim
czasie? Jeju, dziękuję ci.
Ze szczęścia kładąc ręce na jego
karku ucałowałam go.
- Jestem szczęściarą, bo mam ciebie. – powiedziałam.
- Masz i będziesz mieć. – powiedział uśmiechając się.
Wymieniliśmy kilka namiętnych pocałunków,
a potem chłopak zaproponował wspólne obejrzenie filmu. Usiedliśmy na
przygotowanym legowisku.
- Zanim zaczniemy oglądać mam
prośbę.
- Tak?
- Wiesz, że jestem Directioner i
uwielbiam wasze piosenki, więc czy umiliłbyś mi jeszcze bardziej ten wieczór i
zaśpiewał coś?
- Ale co byś chciała?
- Cokolwiek. Proszę? – zrobiłam
słodkie oczka.
Popatrzył na mnie, pocałował i
trzymając za rękę zaśpiewał fragment Moments. Uwielbiam jego głos. Słuchałam
wpatrując się w jego zielone oczy. Kiedy tylko skończył położyłam się na jego
torsie i gładząc po policzku powiedziałam ,,Dziękuję kociaku’’. Harry
przybliżył się do moich ust, aby mnie pocałować, ale odsunęłam się i
powiedziałam podnosząc się:
- Mieliśmy oglądać film.
Z lekko zawiedzioną, ale wciąż
uśmiechniętą miną podniósł się i włączył telewizor.
- Co będziemy oglądać?
- Znalazłem bardzo dobrą komedię,
chyba, że wolisz coś romantyczniejszego. – zasugerował.
- Nie, wolę się pośmiać. Zresztą i
tak zrobiłeś już dużo romantycznych rzeczy. Chciałabym ci za nie podziękować..
– mówiąc to przysunęłam się do niego i kładąc głowę na jego ramieniu
dokończyłam. – Szkoda, że nie możemy..
- Uwierz, także bym tego chciał..
Wieczór spędziliśmy bardzo miło.
Oglądaliśmy ta komedię przytuleni. Podczas filmu śmialiśmy się, karmiliśmy
wzajemnie truskawkami i dużo się całowaliśmy.
- Przemiły wieczór. Dziękuję ci. –
powiedziałam.
Gdy film się skończył rozmawialiśmy jeszcze przez chwilę, ale postanowiłam pójść do łóżka. *******************************************************************************
Hejka Miśki :) Zastanawiałam się nad zmianą terminów dodawania rozdziałów i postanowiłam, że będzie tak jak do tej pory, tzn. 2 rozdziały w soboty (wyjątek: +1 rozdział, jeśli będzie 5 komentarzy). Zostaję przy tym, gdyż nie mam za bardzo czasu w inne dni i nie wiem jak wiele osób to czyta, więc bardzo proszę o komentarze. To nie zajmuje wiele czasu, a dla mnie to mnóstwo motywacji. :) Z góry dzięki.


Slyczny rozdzial czekam nn
OdpowiedzUsuńsuper rozdział :*
OdpowiedzUsuńSuper nie moge sie doczekac nastepnego <3
OdpowiedzUsuń