sobota, 31 maja 2014

Rozdział 34
Wybiła 19, a my wsiedliśmy do samochodu, gdyż chłopak chciał mi coś pokazać. Jechaliśmy nieznaną mi drogą, co trochę mnie przeraziło, ale wiedziałam, że mogę mu ufać i, że nic złego mi nie zrobi. Nie pytałam gdzie jedziemy, bo na wstępie powiedział, że to niespodzianka. Po jakichś 15 minutach byliśmy na obrzeżach Londynu. Niall zaparkował przy jakimś ogromnym głazie. Chłopak bez słowa delikatnie chwycił moją dłoń i  zaczął mnie prowadzić. Po chwili moim oczom ukazało się magiczne miejsce. Kawałek dalej rozciągało się jezioro, wokół były łąki i lasy.
- O matko.. .. Pięknie tu. Dziękuję, że zabrałeś mnie w tak niesamowite miejsce. - powiedziałam przytulając się do niego.
Jestem bardzo szczęśliwa, że mam przy sobie takich przyjaciół. Siedliśmy pod drzewami na brzegu jeziora, w  dość bliskiej odległości od siebie podziwiając zachód słońca.
- Mógłbym tak już zawsze. – powiedział splatając nasze palce i patrząc mi głęboko  w oczy.
Jego głowa zmniejszyła odległość między moją. W tym momencie bardzo chciałam czuć smak jego ust, ale nie mogłam tego zrobić. Położyłam rękę na jego klatce piersiowej, lekko odsuwając go.
- Przepraszam, Niall…. Przyjaźń. – westchnęłam.
- Nie, to ja przepraszam. – mówiąc to spuścił głowę.
Czułam się okropnie  z faktem, że moje serce kocha obydwu, a może należeć tylko do jednego. Pomimo, że nic nie mogło się wydarzyć nie chciałam jeszcze rozstawać się z blondynem. Zrobiło się późno i chłodno, a ja nie miałam żadnej bluzy, ani kurtki. Tylko bluzkę. Niall dotknął mojego ramienia i czując, że jest chłodne zdjął swoją bluzę i dał mi ją.
- Nałóż. – powiedział troskliwie z uśmiechem.
- Nie wygłupiaj się. Nie będziesz marzł przez to, że ja głupia nie wzięłam nic dla siebie.
- Masz rację, nie będę marzł. Zakładaj. – powiedział trzymając szarą bluzę w ręku.
Wzięłam ją i nałożyłam całując go w policzek w podziękowaniu. Niall uśmiechnął się i przyciągnął do siebie, tak, że moje plecy oparte były o jego tors. 






















Oparłam o niego głowę i podziwiałam razem z nim zachód słońca. Tak dobrze było mi w jego ramionach. To takie dziwne, że mam kochającego chłopaka i zamiast z nim teraz być jestem tu z przyjacielem i jestem w jego ramionach i nie chcę tego przerywać. Dlaczego spotkałam ich obydwu? Dlaczego tak trudno jest mi wybrać? Dlaczego muszę krzywdzić i ich i siebie? Dlaczego jest aż tyle pytań? To cholernie trudne. Julie ma rację i będę musiała to przemyśleć i odizolować się od nich. Może to mi pomoże. Wtuliłam się w niego i przerwałam chwilową ciszę:
- Louis i Julie są dziś na randce.
- Serio? Już myślałem, że nigdzie razem nie wyjdą.
- Nom, ja też. Fajnie by było, gdyby zostali parą.
- Wtedy zostałbym jeszcze ja. Forever Alone. – zrobił ponurą minę.


- Ty? Ty znajdziesz świetną dziewczynę, która będzie cię kochać. Która urodzi ci gromadkę dzieci i która będzie nosić twoje nazwisko. – próbowałam się uśmiechnąć i pocieszyć go.
Próbowałam, bo mimo, że jestem z Harry’m smutno jest mi go sobie wyobrazić z inną dziewczyną u boku. Chłopak po tych słowach nie odezwał się. Jedyne co zrobił to ponownie spuścił wzrok. Po co ja się odzywałam. ..
*Z perspektywy Niall’a.
Kiedy wypowiedziała te słowa od razu wyobraziłem sobie ją przy moim boku. Tak bardzo chciałbym, aby w przyszłości to ona była tą dziewczyną. Moją..   .. Dlaczego serce wybrało dziewczynę najlepszego kumpla? Nie mam pojęcia. Jedyne co wiem na pewno to, to, że ją kocham. Chciałbym to teraz jej powiedzieć, przytulić ale nie jak przyjaciółkę, jak dziewczynę, móc pocałować. Kurde..
Nie chciałem mówić o swoich uczuciach. Harry ma cholerne szczęście, że ma ją przy sobie. Przycisnąłem ją mocniej do swojego ciała, ale tak, aby ją to nie bolało. Chcę się nią nacieszyć. Chcę czuć jej zapach, dotyk, to, że jest blisko.
- We were meant to be, but a twist of fate.
Made it so we had to walk away. – dokończyła po chwili tym swoim cudownym głosem.
- 'Cause we’re on fire, we are on fire, we’re on fire now. – śpiewałem dalej.
- Yeah, we're on fire, we are on fire, we're on fire now. –  zaśpiewała nieco ściszając głos.
- I don't care what people say when we're together,
You know I wanna be the one who hold you when you sleepI just want it to be you and I foreverI know you wanna leave so come on 
Baby be with me so happily.  –  te słowa płynęły z nas obojga, a ja chciałbym, żeby to co teraz śpiewa było prawdą.
***
-It’s 4 a.m. and I know that you’re with him

I wonder if he knows that I've touched your skin
And if he feels my traces in your hairI’m sorry love, but I don’t really care –  zaśpiewał głosem anioła.
 Uwielbiam słuchać, gdy śpiewa, bo robi to cudownie, ale.. ta piosenka.. te słowa.. sprawiają, że jestem jeszcze bardziej rozdarta. 
- Nialler, słuchaj może wybierzemy się gdzieś razem,tak wiesz, na kilka dni. Jak przyjaciele oczywiście. – zaproponowałam nagle, co mnie zdziwiło, nawet bardzo.
- Tylko ty i ja? A Harry?
- Bez Hazzy. Taki przyjacielski wypad.
- No okey. Fajnie. – uśmiechnął się.
Postanowiłam zrealizować to o czym powiedziała mi Julie. Z Harry’m jadę na wakacje, a z Niall’em pojedziemy gdzieś się wyluzować. Oby to mi w czymś pomogło. Czemu to tak cholernie trudne?!! Nienawidzę się za to.
*Z perspektywy Niall’a.
Siedzieliśmy rozmawiając o wszystkim. Fajnie, że mogę z nią pogadać o sprawach dla mnie ważnych i nie, o tym co mnie gnębi i co cieszy. Ona ze mną także. Spojrzałem na zegarek, który wskazywał 24:33. Niby młoda godzina, ale nie chciałem mieć przerąbanego u Hazzy.
- Może zacznijmy się zbierać. Nie chcę jeszcze, ale Harry pewnie się martwi. – powiedziałem.
- Masz rację, wracajmy.
***
Wróciliśmy do samochodu, a Niall odwiózł mnie do domu. Podprowadził mnie pod drzwi, a ja oddałam mu bluzę.
- Dziękuję ci. – powiedziałam przytulając się do niego.
- Proszę. – uśmiechnął się i odchodząc powiedział ,,Dobranoc’’.

Rozdział 35
Wchodząc do środka, zerknęłam na zegarek. Była 01:27. Światła w domu były pogaszone, a ja po cichu zamknęłam drzwi i powolnym krokiem udałam się do sypialni. Czym prędzej załatwiłam wieczorną toaletę i już w piżamie położyłam się obok śpiącego Harry’ego. Objęłam go ręką, a on poruszył się i tak jakby zepchnął moją rękę z siebie. Miałam wrażenie, że nie śpi i zrobił to specjalnie. Było mi przykro, bo przecież umówiłam się z Niall’em, tylko jako przyjacielem. To, że jestem z Hazzą nie znaczy, że nie mogę spotykać się ze znajomymi. Chwilę patrzyłam na niego i ze smutną miną jeszcze spróbowałam go ucałować w policzek, ale odsunął się, gdy poczuł na sobie mój oddech. Postanowiłam porozmawiać z nim rano. Odwróciłam się do niego plecami i usnęłam. Następnego dnia rano, szczerze nie chciało mi się ruszać z łóżka. Przetarłam oczy i skierowałam wzrok na chłopaka. Był odwrócony plecami do mnie i leżał drugim końcu łóżka. Usiadłam i ciężko westchnęłam. Brunet nie spał, ale nie odzywał się i nie patrzył na mnie. Był obrażony wiem to, jednak spróbowałam.
- Harry, porozmawiajmy.
Chłopak po porostu olał mnie i zaczął podnosić się z łóżka. Nie dałam za wygraną. Ja to z nim wyjaśnię. Złapałam go za ramiona i przyciągnęłam. Szybko usiadłam trochę powyżej jego krocza i przytrzymałam jego ręce po obu stronach jego głowy, aby uniemożliwić mu ruchy. Hazz ze spokojem powiedział:
- Puść mnie. Muszę się przygotować na spotkanie ze swoją przyjaciółką. – stanowczo podkreślił ostatnie słowo.
- Hazz! Przestań! To, że jestem z tobą to znaczy, że mam się z nikim nie spotykać?! – wykrzyczałam wkurzona.
Bez słowa uniósł mnie za biodra i powoli zsunął z siebie. Nawet na mnie nie spojrzał. Po prostu wstał i wyszedł z sypialni. Rzuciłam się ze złością w pościel. Schowałam twarz w poduszkę i wrzasnęłam. Dlaczego? Nie wiem. Może dlatego, że nawet ze mną nie porozmawiał, że tak zwyczajnie mnie tu zostawił? Ubrałam się w coś i zeszłam na dół. Postanowiłam spędzić ten dzień sama, bo ostatnio ciągle gdzieś wychodzę, a na jutro jeszcze mam te bilety od Dan na koncert. Wyjęłam z szafki świeżą bułkę, z lodówki mleko i siadłam po turecku na tarasie. Było słonecznie, więc zdecydowałam zjeść właśnie tam. Harry gdzieś wybył. Czuję się rozdarta. Wczoraj było mi tak dobrze z Niall’em , ale ta złość Harry’ego mnie torturuje. Wzięłam łyk białej cieczy, zjadłam całą bułkę i patrzyłam jak delikatny wietrzyk porusza wodę w basenie. Popatrzyłam na swój brzuch i uda, które ostatnio trochę zaniedbałam mimo, że mam dobry metabolizm. Powinnam się trochę poruszać. Wróciłam do domu i wyjęłam swoje rolki z szafy w korytarzu. Założyłam skarpetki w paski, aby mnie nie obtarło. Zapięłam rolki i spięłam włosy w wysokiego kucyka. Spakowałam portfel, telefon, butelkę wody i klucze do małego plecaka, zarzuciłam go na plecy i nałożyłam okulary przeciwsłoneczne. Zdecydowałam, że udam się do skate parku nie daleko centrum. Dotarcie tam nie zajęło mi dłużej niż 15 minut, bo mam dość blisko. Na miejscu nie było tłoczno, jakaś grupka małolatów na deskorolkach. Położyłam plecak pod drzewem w cieniu i zjechałam z pierwszej rampy. Jeśli chodzi o sport zawsze byłam dobra w każdej dziedzinie i moim zwyczajem nigdy nie nakładałam kasku i ochraniaczy. Jeździłam po całej szerokości skate parku, poprzez rampy, schody i równą powierzchnię. Niestety zaryłam kolanami w asfalt i je zdarłam. Poleciało trochę krwi, ale nie przejęłam się tym zbytnio. Otarłam krople cieczy i jeździłam dalej. Skakanie nawet z najwyższych ramp sprawiało mi przyjemność i nie czułam strachu. Lubię tą adrenalinę, która wtedy towarzyszy. Po nieustannej godzinie walczenia ze spalaniem tłuszczu postanowiłam zrobić sobie odpoczynek.  Usiadłam w cieniu, tam gdzie zostawiłam swoje rzeczy. Wzięłam łyk wody i siedziałam patrząc na nastolatków uczących się nowych trików. Słońce przygrzewało, ale na szczęście co jakiś czas moje ciało chłodził delikatny wietrzyk. Zabrałam swoje rzeczy i wyruszyłam w drogę powrotną. Tym razem wybrałam dłuższą drogę przez rynek. Przypomniało mi się, że w kieszonce plecaka mam schowane słuchawki. Wyciągnęłam je, podpięłam do telefonu i teraz rozkoszowałam się jazdą przy muzyce. Jechałam szybkim tempem po zatłoczonym rynku. Kiedy mijałam kafejkę z lodami zagapiłam się, a jakiś chłopak odwrócił się i jego porcja wypadła mu z rąk. I tym oto magicznym sposobem zimne lody wylądowały na moim dekolcie i bluzce.
- Było mi gorąco, ale nie prosiłam o ochłodzenie. – powiedziałam śmiejąc się.
Chłopak stał nieruchomo z rozdziabioną buzią. Stał tak chwilę i nie wiedział co powiedzieć. Próbowałam powstrzymać śmiech, gdyż cała sytuacja była dość zabawna mimo, że miałam na sobie rozpaćkane lody.
- Może byś przeprosił tą ślicznotkę? – usłyszałam głos blondyna stojącego za brunetem, z którym się zderzyłam.
- Nie, to ja powinnam przeprosić. Sierota ze mnie. Zagapiłam się, sorry.



- Yyymm. – zaczął się jąkać. – Przepraszam. Zapłacę za pralnię. Tak w ogóle to jestem Bradley. A to jest Tristan, Connor i James. – wskazał na kolegów z tyłu.
- Annie, a z tą pralnią to nie ma o czym gadać. Jak mogłam was nie poznać. – uśmiechnęłam się przyjacielsko. – Jutro wybieram się na wasz koncert.
- O to super! – powiedział entuzjastycznie James.
Chłopcy z lekkim zakłopotaniem patrzyli na plamę na mojej bluzce. Hmmm… Przecież mam sportowy stanik. Nie jest jakiś specjalnie skąpy, więc zdjęłam poplamioną bluzkę i włożyłam ją do plecaka. Bradley uśmiechnął się zalotnie na co odpowiedziałam chichotem.
- Może dasz mi swój numer to po koncercie się jakoś spotkamy? – zapytał.
- No okej.

Podyktowałam mu rząd cyfr i uściskałam wszystkich na pożegnanie. Odchodząc miałam wrażenie, że rozbierają mnie wzrokiem. Są tacy słodcy, że wybaczyłam im to. Uśmiechnęłam się pod nosem. W sumie to bardzo się cieszę, że ich poznałam, nawet jeśli moja bluzka na tym ucierpiała. Teraz moje ciało ogrzewały promienie słoneczne. Nie spiesząc się dotarłam do domu. Wyciągnęłam klucz i weszłam do środka. Harrolda nadal nie było. Zrzuciłam z siebie przepocone ciuchy i wzięłam zimny prysznic. Przepasałam się ręcznikiem i wyszłam z łazienki. Włączyłam telewizor w salonie i wybrałam kanał muzyczny. Resztę dnia postanowiłam spędzić leniwie. Założyłam swoje bikini i wyszłam na taras tanecznym krokiem. Zarzuciłam na nos swoje okulary i ułożyłam się na leżaku przy basenie. Było przyjemnie, słońce, lekki wietrzyk, muzyka, ale czegoś brakowało, a konkretnie kogoś.. Opalanie się jest okey, ale takiej osobie jak ja szybko zaczyna się nudzić. Krzątałam się po domu kiedy zadzwonił telefon. Mama zadzwoniła jak co jakiś czas zapytać czy wszystko w porządku. Podczas rozmowy pomyślałam sobie, że może dobrze by było wyjechać na jakiś czas do Polski i przemyśleć wszystko. Oczywiście nie mogłam wyjechać teraz, gdyż niedługo miała zacząć się trasa chłopaków, czyli także i moja praca. Lubię swoją pracę i ludzi, z którymi współpracuję. Cała ekipa  jest przemiła, ale myślę, że najbliższe są mi Julie i Lou, stylistka chłopaków. Ma przecudowną córeczkę. Uwielbiam Lux, a ona mnie. Zgrany z nas zespół. Kiedyś odwiedziła nas na próbie,  tańczyła razem z nami. Mogłabym mieć taką córkę. .  Siedziałam na kanapie i oglądałam ,,Trzy metry nad niebem’’ popijając zimnym sokiem pomarańczowym. Na dworze było bardzo ciepło. Termometr wskazywał 28o C. Gdy na zegarku wybiła godzina 15:42, a ja nadal siedziałam bezczynnie usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi. Chłopak wszedł do środka i położył klucze na komodzie.
**********************************************************************
Hejka kochani :) No to macie takie dłuugie rozdziały. I hope you like it :) Bardzo dziękuję za komentarze, będę brała pod uwagę wasze sugestie. Piszcie co sądzicie <3

2 komentarze:

  1. No, ten tego... wow! Brawa dla autorki, bo rozdziały są super! Na serio, nigdy nie czytałam czegoś aż tak dobrego, a trochę już na temat tego wiem. :)
    Urzekłaś mnie swoimi pomysłami, naprawdę to jest wspaniałe!
    Życzę weny i zapraszam do siebie:
    http://zaczarowanahistoria123.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Next szybko proszę proszę prosze

    OdpowiedzUsuń